Święty Graal alkoholizmu – czyli o tym, co ja myślę o piciu kontrolowanym.

Napisałeś Marku kiedyś, że nie uczysz na terapii picia kontrolowanego: http://rozwoj-trzezwej-osobowosci.pl/picie-kontrolowane/.

Zniechęcasz… Przecież umiejętność picia kontrolowanego to marzenie każdego alkoholika… Każdego, który wciąż jeszcze pije i panicznie boi się pić przestać.

We mnie myśl o tym, że do końca życia nie będę mogła sięgnąć po kieliszek, wywoływała kiedyś czarną rozpacz…

Wiemy oboje, że lubię się czasem „powymądrzać”… Rozpoczęłam zatem swoje własne, ukryte śledztwo, szukając sposobu na „przechytrzenie terapii”.

Opowiem Ci, co znalazłam…

W 1962 roku brytyjski psychiatra D. L. Davis opublikował artykuł,
w którym opisał wyniki badań nad swoimi uzależnionymi pacjentami. Dowodził w nim, iż część osób, które leczył, po zakończeniu leczenia
do picia wróciła … i pije w sposób kontrolowany…

Artykuł miał być jedynie ciekawostką, bez większego znaczenia dla praktyki klinicznej. Stał się natomiast początkiem sporu… Zagotowało się w terapeutycznym świecie!

W ciągu następnych kilkudziesięciu lat na temat picia kontrolowanego opublikowano kilkaset artykułów, raportów z badań i komentarzy, szeroko nagłaśnianych przez prasę.

Niestety zgaszę jednak tę iskierkę nadziei, która w niektórych z Was – we mnie też! – w tym momencie się zatliła…

Teorię Brytyjczyka obalił kanadyjski psycholog John Wallace Baird. Udowodnił on, iż tzw. picie kontrolowane (ograniczone, nieproblemowe) przez osoby uzależnione jest osiągalne jedynie w krótkich odcinkach czasowych…

Czyli znamy to… a na pewno ja znam. Również kilka razy do picia wracałam… I na początku fantastycznie je „kontrolowalam”… Z każdym kolejnym sięgnięciem po alkohol coraz bardziej przesuwając granicę… Moja granica była bardzo elastyczna – zawsze w konsekwencji sięgała dna…

Nie poddawałam się jednak…

Znalazłam kiedyś jakąś amerykańską publikację, dotyczącą picia kontrolowanego. Nie pamiętam jej autora… Zapamiętałam z niej tylko to, co zapamiętać chciałam: że picie kontrolowane jest czynnością wyuczoną, mechaniczną. I tak, jak nie zapomina się jazdy na rowerze, tak samo po pewnym czasie można znowu „normalnie” pić…

Z dumą głosiłam tę teorię w kolejnych ośrodkach leczenia uzależnień, próbując zapędzić terapeutów w kozi róg… Bardzo rozczarowywał mnie wówczas fakt, że żaden z nich nie chciał podjąć ze mną dialogu…

Przecież to jakiś spisek: Anonimowych Alkoholików, terapeutów, psychologów i psychiatrów!

Dużo czasu potrzebowałam, żeby zrozumieć rzecz jasną, jak poranne wiosenne słońce…
Że uzależnienie od alkoholu jest uzależnieniem nie tylko od mechanizmu, lecz przede wszystkim od zmieniającej świadomość substancji psychoaktywnej… I że do picia kontrolowanego nigdy już nie wrócę!

I że to nie jest żaden spisek…

Owszem, w ośrodkach odwykowych są obecnie czynione próby wprowadzania programów redukcji picia.

Amerykanie stworzyli program HAMS. W wolnym tłumaczeniu jest to po prostu „program ograniczania szkód”… szkód związanych z piciem oczywiście.

Nasza rodzima Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych opracowała Program Ograniczania Picia.

W moim przekonaniu jest to próba walki o każdego pacjenta… Taki system dla „opornych”, którzy jeszcze nie dojrzeli do decyzji o zaprzestaniu picia… Wiele uzależnionych od alkoholu osób odrzuca abstynencję jako cel. Zamiast odsyłać ich „z kwitkiem” z placówek leczniczych, terapeuci próbują pomóc, podsuwając mniej radykalne rozwiązania.

Sedno tkwi jednak w tym, że jeśli ktoś nie potrafi zachować abstynencji, nie może tym bardziej pić w sposób kontrolowany!

Poza tym techniki stosowane w „uczeniu” picia kontrolowanego wymagają wiele wysiłku: miejsce, czas, ilość wypijanego alkoholu musi być z odpowiednim wyprzedzeniem skrupulatnie zaplanowana i zapisana w dzienniczku…

Nie wiem jak Was, ale mnie to mocno zniechęca… Zdecydowanie wolę zrezygnować z drinka, aby uniknąć takiej kłopotliwej procedury. Odebrałaby mi ona całą przyjemność!

Przekonuje mnie natomiast wieloletnie doświadczenie kliniczne, oparte na obserwacji wielu tysięcy uzależnionych od alkoholu pacjentów. Dowodzi ono, że uzyskanie kontroli nad piciem przez osobę uzależnioną od alkoholu, nie jest możliwe. Niezwykle rzadko bowiem zdarzają się przypadki wypicia przez alkoholika niewielkiej ilości alkoholu, bez konsekwencji w postaci ciągu. On prędzej czy później i tak wystąpi…

Dlaczego wspomniałam w tytule o Świętym Graalu?

Bo bardzo dużo osób go szukało… Jeden z rycerzy Okrągłego Stołu – Sir Galahad, podobno nawet go znalazł… To jest legenda…

Prof. Jerzy Mellibruda napisał kiedyś, że „Uzależnienie jest poważnym zaburzeniem zdrowia o wysokim ryzyku śmiertelności i profesjonalny terapeuta musi być szczególnie rozważny
i ostrożny przy sięganiu po metody, które mogą zwiększać ryzyko poważnych szkód. Postulat pełnej abstynencji jako cel terapii jest bezpieczniejszy.”
(Abstynencja czy picie kontrolowane? Ze sporów na Liście Dyskusyjnej Lecznictwa Odwykowego, 2002).

Mnie przekonuje wiedza, nie baśnie!

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Jedna myśl na temat “Święty Graal alkoholizmu – czyli o tym, co ja myślę o piciu kontrolowanym.”

  1. Oczywiście zgadzam się z artykułem jest w 100% prawda wszystko co jest w nim napisane. Mam partnera alkoholika który wmawia sobie kontrolowane picie. Nie wiem kto na tym bardziej cierpi
    🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *