Przebudzenie…

Napisałam kiedyś tekst, którego nigdy nie opublikowałam… Pamiętacie „Opowieść o M.” (http://uzalezniona.eu/opowiesc-o-m-czyli-historia-pewnej-znajomosci/)?

No właśnie… ja też coraz bardziej o niej zapominam… Nie wiem, czy czas faktycznie leczy rany… czy pozwala po prostu spojrzeć na uczucia, emocje, wydarzenia z innej perspektywy, zdystansować się do nich.

Coś, co wydawało nam się końcem świata, okazuje się początkiem czegoś nowego… choć wtedy o tym nie wiemy.

Napisałam coś, co było zapiskiem uczuć z osiemnastu dni po rozstaniu z M. …Dlaczego akurat tylu? Bo tyle potrzebowałam, żeby pójść dalej… na to, ile to potrwa, nie ma chyba reguły.

„To było koszmarnych osiemnaście dni. Tyle dni temu M. zniknął… Nie, nie całkiem… Postanowił po prostu odejść z mojego życia. Tak samo niespodziewanie jak zaledwie chwilę wcześniej w nie wszedł…

Osiemnaście pustych, ciągnących się w nieskończoność wieczorów i tyle samo samotnych poranków… Straszny czas…

Nie jadłam, nie spałam… Nie widziałam ani jednego sensownego powodu, żeby zwlec się rano z łóżka… Funkcjonowałam, jakbym była zaprogramowana i sterowana wewnętrznym automatycznym pilotem. Wszystkie czynności wykonywałam mechanicznie.

Budziłam się wyłącznie dlatego, że przeraźliwy dźwięk budzika dawał mi wyraźnie do zrozumienia, że życie toczy się dalej…

Uparcie wpatrywałam się w wyświetlacz telefonu, nadaremnie szukając porannego smsa ‘na dzień dobry’, którego On nie miał mi już nigdy więcej przysłać…

Bez przekonania stawiałam stopy na podłodze… Z wielkim wysiłkiem brałam prysznic… Nawet ostry strumień zimnej wody nie był w stanie przywrócić moich podstawowych funkcji życiowych… Zjedzenie śniadania i zrobienie makijażu wydawały mi się czynnościami zdecydowanie zbędnymi…

Szłam do pracy jedynie po to, żeby nie zostać sama z moimi myślami… Było mi obojętne, co robię… Ważne, żeby coś robić, mieć zajęcie, nie myśleć!

W tym czasie przebiegłam prawie 100 kilometrów… Zajęło mi to ponad 10 godzin… Drugie tyle spędziłam na sali treningowej… Żeby już na pewno nie zostały mi żadne siły na analizowanie wydarzeń ostatnich tygodni…

Wszystkie moje zasady rozsądnego rozplanowania treningu, o których tak niedawno pisałam, runęły w gruzach…

Po każdym takim wycisku leżałam bez sił, nieobecnym wzrokiem wpatrując się w ścianę naprzeciwko mnie. Czułam się odrętwiała i całkowicie pozbawiona zdolności do jakiegokolwiek działania.

Próbowałam czytać książki… Udawało mi się przebrnąć jedynie przez opisy na okładkach, bo zupełnie nie mogłam skupić się na treści…

Jestem naiwna? W pracy, w ważnych życiowych kwestiach nie… w uczuciach zawsze… W każdy kolejny związek wchodzę z ogromnym entuzjazmem i niezachwianą wiarą w to, że tym razem na pewno się uda…

Obiecuję sobie teraz, że już nigdy więcej z nikim się nie zwiążę. To nieprawda… Ale czy w kolejną znajomość wejdę z tą samą dziecięcą naiwnością? To pokaże czas…

Póki co się obudziłam… Nie chcę już śnić… Nie będę dłużej żyć w letargu, patrząc tępo w ścianę. Chcę coś robić, działać, żyć… I mimo wszystko wciąż bardzo chcę marzyć!”

…Dlaczego tego nie opublikowałam? …Wstydziłam się? Nie sądzę… piszę przecież o wielu bardzo emocjonalnych dla mnie sprawach.

Może to aż tak mocno bolało, że bałam się ten ból ‘uwiecznić’? Kiedyś, jak to czytałam, to płakałam… Dzisiaj nie ma już w tym moich emocji…

Dlaczego piszę o tym teraz? …Od czasu mojej terapii niedługo minie rok… Tyle samo od poznania M…

I dopiero teraz pierwszy raz bardzo mocno poczułam, co to znaczy być „o krok dalej”…

Że dzisiaj żaden człowiek nie sprawi, że skończy mi się świat… Że mój świat stanowię przede wszystkim ja.

Że wprawdzie wciąż łatwo mnie zranić…

Że nigdy nie będę potrafiła manipulować drugą osobą po to, żeby postawić na swoim…

Ale nie będę już nikogo trzymać kurczowo za rękaw i błagać, żeby został… Nie będę dzwonić w środku nocy i histerycznie oznajmiać, że nie wiem, co ze sobą zrobić… Choć pewnie nie raz nie będę tego wiedziała…

Moja wartość jest cechą stałą… Nie zależy od tego, jak się w danej chwili zachowam…

Nie będę spełniała oczekiwań innych ludzi… będę sobą.

I wciąż, poznając kogoś wartościowego, będę dziewczęco naiwna… Będę z nadzieją patrzeć w przyszłość, a nie myśleć o tym, że na pewno nam się nie uda…

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *