Powrót do domu…

Stało się. Wyjeżdżam. Choć nie – wyjeżdża się dokądś. Ja wracam.

Trzy tygodnie minęły nie wiem kiedy. Trzy tygodnie wśród mazurskich jezior, pól i lasów. Choć głównie na sali terapeutycznej.
Nie były to wczasy.

Trzymam w ręku świadectwo. Nie ma ocen i czerwonego paska.
Nie wiem, czy wszystko zrobiłam tak, jak trzeba. Czy jestem gotowa
na kolejny krok.
Gdybym widziała piątki, no choćby czwórki, miałabym dowód.
Że jestem do tego powrotu dobrze przygotowana.

A tymczasem mam listę zaleceń. Czyli nie wszystko jeszcze zrobiłam.
Boję się.
A mimo to tak bardzo chcę pójść tam – do prawdziwego świata, do życia!

Terapia to tylko początek. Tak mi mówili. Cztery razy.
Tyle razy zaczynałam.
Dopiero za czwartym dotarłam do wręczania świadectw.
Powinnam być dumna. Nie jestem.

Towarzyszy mi jedynie moje wewnętrzne przekonanie, że zrobiłam dobrze. Że szłam długą, krętą i wyboistą drogą po to, żeby wreszcie znaleźć właściwą ścieżkę.

Terapia antyalkoholowa. Czytałam o tym sporo „w Internetach”.
Brzmi zachęcająco. Powiedziałabym nawet, że „chwytliwie”…
Tylko z kim na takiej terapii terapeuta pracuje?
Z alkoholem?

Bo z pacjentem i jego alkoholizmem na „anty” pracować się nie da.
To przeczy bezsilności wobec alkoholu, którą przecież uznałam.
I zaakceptowałam.

Pojęcie terapii antyalkoholowej wymyślił zapewne człowiek zdrowy.
Ja – osoba uzależniona – w takiej nie  uczestniczyłam.
Ukończyłam natomiast terapię uzależnienia od alkoholu.

No więc wracam. Cieszę się… bardzo się cieszę. Gdybym tylko mogła pozbyć się tego wewnętrznego lęku. O to, czy świat dalej jest taki sam?
Czy tam na zewnątrz jest teraz zupełnie inaczej?

Trzy tygodnie to długo… Dwadzieścia jeden dni życia stałym rytmem,
z posiłkami o regularnych porach, z czasem na sen, bez zarywania nocy, mogą człowiekowi zachwiać codzienny rytm zabieganego życia.

Precyzyjnie, ale nie rygorystycznie ułożony plan dnia. Z zajęciami w roli pierwszoplanowej, ale też z czasem na inne rzeczy, o których na pewno wkrótce opowiem.
Możliwość pobycia z samym sobą i odkrywania, co ten „ja sam” chce.

_DSC0494bx

Zaburzyło mi to mocno moją codzienną egzystencję, oderwało od życia. Pomimo wszystko jednak wciąż bardzo chcę do tego życia wrócić!

Bo to będzie wciąż to samo życie, a tylko ode mnie zależy, czy będzie ono takie same, czy inne… A chcę, żeby było inne! Przecież po to tu właśnie przyjechałam. Żeby nauczyć się żyć inaczej.

Droga mija mi szybko. Przypominam sobie przyjemne chwile z pobytu
w ośrodku. Te mniej przyjemne też sobie przypominam i o nich też któregoś dnia opowiem.

Wysiadam. Rozglądam się. Świat stoi. Niby ten sam…

Wchodzę do domu. Widok z okna też wciąż ten sam, co przed wyjazdem.
I tylko ta pustka… Co teraz?

Walizka… spokojnie, na rozpakowanie będzie jeszcze czas… Ale coś muszę przecież robić…

Naprawdę muszę? Nic przecież nie muszę… ale chcę.
Tak bardzo chcę coś robić!

Wchodzę do kuchni, zaczynam sprzątać… bo przecież długo mnie nie było i tak się tu nabrudziło. Wyciągam garnki, talerze… zmywam.
Czuję się coraz bardziej zmęczona… Ale przecież muszę dokończyć…

Nieprawda. Nic nie muszę… Idę pod prysznic… Zakładam piżamę… Walizka dalej stoi nierozpakowana. Wyciągam z niej „Medytacje”.
Czytam i momentalnie zasypiam głębokim snem.

Kiedy otwieram oczy, świeci słońce… Pierwsza myśl… kac… mam czy nie? Nie mam… nie mogę mieć, przecież nie piję.

Na szczęście to tylko strach. Strach przed moim dawnym życiem.
Życiem, do którego tak bardzo nie chcę już wracać. Nie muszę…
Mam przecież nowe… to samo, ale inne.

Nagle telefon… Marek:

– Wszystko w porządku?

– Tak… Nie… nic nie jest w porządku!

– A jak jest?

– Nie ma fajerwerków…

– Mówiłem, że nie będzie.

– Ale myślałam, że jednak będą. Miałam być szczęśliwa i pięknie żyć! A jest ciężko.

– I dobrze… mówiłem, że nie wszystko od razu. Że na szczęście trzeba poczekać…
i że na początku będzie ciężko.

No tak… faktycznie mówił. Widocznie mi się nie utrwaliło do końca… Odkładam słuchawkę… Patrzę na walizkę… niech czeka.

Robię kawę. Słońce nadal uparcie świeci. Piękny mam widok
z mojego okna!
Oddycham głęboko. Otwieram laptopa i zaczynam pisać. Uspokajam się…

Jest mi dobrze… Jestem w domu!

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

2 myśli na temat “Powrót do domu…”

  1. wlasnie..trafilam na twoja strone przez przypadek… moj ojciec pil od zawsze …
    mysle, ze jestes na dobrej drodze… nie poddawaj sie!!! trzymam kciuki!!!

    czasami kazdy z nas …czuje sie samotny, nawet jesli otacza nas mnostwo ludzi, przyjaciol…
    mozesz mi pisac na prywatnego maila.. jesli masz na to ochote..
    nie jestem z zadnej sekty 😉
    mam po prostu wrazenie, ze jestes fajna dziewczyna…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *