Pół roku później…

Sześć miesięcy temu, dokładnie 13 listopada 2016 roku ukończyłam terapię uzależnienia od alkoholu. Wracałam z mazurskiego ośrodka leczenia uzależnień z duszą na ramieniu…

Nie pojechałam na terapię dlatego, że w moim życiu było dobrze, ale dlatego, że działo się w nim źle… Problemy, które pojawiły się przed wyjazdem, nie zniknęły nagle w niewytłumaczalny sposób po powrocie.

Czy pół roku trzeźwienia to dobry moment na pierwsze podsumowanie? Bilans zysków i strat…? Szczerze wątpię… Podejrzewam, że jeszcze dużo czasu upłynie, zanim pokuszę się o dokonanie takiej analizy.

Chciałabym jednak zastanowić się nad tym, co przez te sześć miesięcy wydarzyło się w moim życiu. Czy jest coś, co mogłam zrobić, a czego nie zrobiłam… albo czy zrobiłam coś, czego nie powinnam była zrobić… I nie chodzi o to, żeby czegoś żałować… ale żeby wyciągać wnioski
i nie powielać sytuacji i zachowań, które nie wpłynęły na mnie korzystnie.

Odbierając z rąk Marka świadectwo, nie miałam iluzorycznych wizji, że moje życie po terapii wykona nagle szybki zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i że od dziś – no dobra, od jutra wszystko będzie inaczej…

Niosła mnie jednak fala euforii i emocji, przeżytych w trakcie ostatnich trzech tygodni. Starałam się przecież solidnie pracować na zajęciach. Uporządkowałam sobie w głowie kilka rzeczy, dotyczących mojej przeszłości, mojego obecnego życia no i oczywiście tego,
co chciałabym, żeby przyniosła mi przyszłość… Byłam przekonana, że teraz świat należy do mnie!

I nie myliłam się. Świat rzeczywiście może leżeć u moich stóp… Mogę mieć plany, cele, marzenia… I mogę je skutecznie realizować.

Ale na wszystko potrzeba czasu… To, co chciałam, żeby wydarzyło się w tydzień, tak naprawdę zaczyna dziać się dopiero teraz… I będzie działo się dalej… Ale powoli, stopniowo.

Póki co myślę, że udało mi się wyciszyć trochę moje emocje. Spłaszczyć nieco sinusoidę, odwzorowującą intensywność przeżywanych przeze mnie doznań. Staram się nie doprowadzać do maksymalnego rozbujania huśtawki moich uczuć w żadną ze stron.

Nie sądziłam, że kiedykolwiek dojdę do takich wniosków – ale naprawdę – nie potrzebuję w życiu ciągłych wrażeń! Lubię jak jest spokojnie, czasem nawet odrobinę nudno…

Przez wiele lat mojego życia konsekwentnie i niestrudzenie dostarczałam sobie ciągle nowych wrażeń. Dbałam o to, żeby moje emocje były permanentnie rozkręcone.

Teraz jestem zdecydowanie bliżej siebie i swoich potrzeb, bardziej „przy sobie”. To określenie zapamiętałam z rozmów z jedną z moich dawnych terapeutek. Kiedyś strasznie mnie denerwowało… teraz rozumiem, co ono oznacza.

Przestałam ciągle szarpać się z moim życiem. Nie szukam na siłę wyzwań, nie muszę spełniać też niczyich oczekiwań. Jasne, że fajnie mieć ambicje i pragnienia, do realizacji których dążymy… Ale dobrze jest też czasem umieć sobie odpuścić.

Niektóre cele wymagają czasu, inne bardzo intensywnej pracy. Niektórych być może wcale nie zrealizujemy… Każdego dnia uczę się, że nie na wszystko w życiu mamy wpływ. Akceptacja tego, czego nie możemy zmienić, naprawdę pozwala żyć spokojniej…

Nie planuję wielkich rzeczy. Nie układam długookresowego planu mojego życia… I chociaż czasem wkurza mnie, że jest tak, jak jest, bo chciałabym, żeby było inaczej, to nie staram się zmieniać tego na siłę… Dopóki nie będę wiedziała, jak właściwie chciałabym, żeby było.

Myślę, że pół roku po terapii nie muszę jeszcze tego wszystkiego wiedzieć…

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

2 myśli na temat “Pół roku później…”

  1. Pięknie opisujesz swoje refleksje z trzezwego życia ja idę powoli małymi kroczkami nie zawsze jest pięknie … cóż nikt mi nie obiecał ze będzie łatwo pogodnosci uwaznosci życzę Ci i sobie 🙂 pogody ducha Ewa

  2. Miałam dokładnie to samo choć wychodziłam z innego uzależnienia. Kiedy odstawiłam używkę pojawiła się wokół mnie pewnego rodzaju pustka zarówno jeśli chodzi o ludzi, jak i inne sprawy. Do tego monentu byłam zawsze bardzo zajęta i też dbalam żeby dużo się działo a tu nagle wszystko opadło … pozwoliłam temu trwać i po pewnym czasie pojawiło się nowe hobby, ale już nie kompulsuwne, pojawiły się nowe plany, nowe marzenia, nowe zainteresowania i co najważniejsze nowi, pozytywni ludzie. Wszystko to już na spokojnie – nie jako skrajne emocje, ale bardziej jako ciekawość, chęć zrobienia czegoś fajnego. Emocji mi teraz dostarczają drobne rzeczy – zachód słońca, padający deszcz … drobne rzeczy. Także myślę, że jesteś na dobrej drodze i bądź cierpliwa i pozwól sobie na ten spokój i jak piszesz nawet nudę 🙂 powodzenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *