Po co mi właściwie ta grupa wsparcia…?!

Traktowałam ją trochę po macoszemu… Kiedy nie chciałam iść na terapię, była jak znalazł. Żeby nie było, że nic ze sobą nie robię i nieudolnie próbuję radzić sobie sama… Absolutnie… korzystam przecież z pomocy, chodzę na grupę wsparcia!

Kiedy wróciłam z terapii, miała być „na przeczekanie”… dopóki nie znajdę czegoś „lepszego”… Choć sama do końca nie wiedziałam, czego właściwie szukałam.

Człowiek nie może przecież stać w miejscu… w życiu konieczny jest ‘progres’… a co rozwojowego taka grupa wsparcia ma mi do zaoferowania?

Kursy, szkolenia, warsztaty… to jest konkret… A o tym, co mnie gryzie, to mogę sobie z przyjaciółką przy kawie pogadać!

Studia psychologiczne też przeszły mi przez myśl… chciałam zdobyć jak najwięcej wiedzy o tym, co mi jest…

Systematycznie odwiedzałam psychologiczne portale, czytałam ‘branżowe’ czasopisma i książki… I wciąż niezmiennie wydaje mi się to fajne… Uważam, że zawsze warto jest się rozwijać.

Ale koniecznie należy przy tym uważać… żeby nie przegapić czegoś, co naprawdę jest w trzeźwieniu ważne!

Wiedza, książki… ok… warto się nimi wesprzeć.  Ale nikt nie zrozumie nas tak, jak druga osoba z takim samym, jak nasz, problemem…

Jak ogromnie ważną rolę spełnia grupa wsparcia, przekonałam się dokładnie wczoraj… kiedy wróciłam po wakacyjnej przerwie.

Tyle razy słyszałam od Marka, od Bartka jak istotna jest regularność takich spotkań… Ale moje szare komórki chyba tej wiadomości do wczoraj nie przetrawiły… Nie raz szukałam wymówek, żeby na grupę nie zdążyć… żeby mieć jakiś wiarygodny powód mojej nieobecności… i żeby nie mieć z powodu absencji poczucia winy.

Licytowałam w myślach, co mogłabym w czasie takiego spotkania zrobić… dobry trening… może napisać nowy tekst. Zawsze to przecież zysk na czasie!

Myślałam tak aż do wczoraj, kiedy mocno się zdziwiłam…

Nie było mnie trochę… ale okres przecież wakacyjny… beztroski…
z wieloma przyjemnymi przeżyciami.

A jednak… emocji negatywnych też nagromadziło się przez ten czas sporo…

Jak dużo, przekonałam się dopiero, kiedy zaczęłam o nich mówić…
a razem ze słowami popłynęły łzy…

No i wreszcie mi się te szare komórki zderzyły… i zrozumiałam, że to jedyne miejsce, gdzie nie muszę zastanawiać się, czy wypada o czymś mówić… Gdzie nawet, jeśli nie wszyscy wszystko zrozumieją, to zawsze będą po mojej stronie… Czasem pogłaszczą po głowie, a czasem postawią do pionu i zmuszą do pomyślenia o czymś głębiej…

Gdzie mogę powiedzieć o rzeczach ważnych, bolesnych, intymnych…
Ale też o tym, że wkurzył mnie dziś deszcz… bo padał.

Nie każdy ma szczęście mieć takie miejsce…

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

2 myśli na temat “Po co mi właściwie ta grupa wsparcia…?!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *