O umiejętności odpoczywania słów kilka…

Pamiętacie o tym, żeby regularnie wypoczywać?

Czytałam gdzieś w sieci o badaniach na temat optymalnego czasu trwania urlopu… Udowodniono, iż w ciągu kilku pierwszych dni odpoczynku wzrasta u nas  uczucie szczęścia… co jest jak najbardziej zrozumiałe i oczywiste.

Szczęście owo osiąga swoje apogeum ósmego dnia luzu… Po tym czasie – niezależnie od tego, czy wróciliśmy do pracy, czy wciąż korzystamy z uroków wakacji – sukcesywnie maleje… i to już takie oczywiste nie jest.

Bo moja logika podpowiada mi, że im dłużej trwa laba, tym lepiej… A tu jednak eksperci sugerują, że te osiem dni to w zupełności wystarczający czas, aby w pełni zregenerować siły i powrócić do stałych obowiązków.

Badania badaniami, ja jednak sądzę, że długość wypoczynku jest kwestią indywidualną. Staram się planować urlop przynajmniej raz w roku… i w pełni efektywnie go wykorzystywać.

W tym roku też go sobie zaplanowałam… Koniecznie w całości wyjazdowo, a tym razem nawet całkowicie zagranicznie… Żeby nie korciło mnie  porządkowanie mieszkania albo załatwianie zaległych spraw, które nagromadziły się przez ostatnie miesiące. Nie od tego przecież jest urlop… A ja chcę go wykorzystać w pełni!

Tymczasem w dzień wylotu szykuję się do pracy… mam jeszcze jedno ważne spotkanie… ostatnie! W drodze na lotnisko przecież spokojnie zdążę je ‚zaliczyć’.

Ostatnie miesiące były dla mnie bardzo intensywne. Nie marudziłam jednak o wolne, wiedząc, że już niedługo porządnie wypocznę.

Resztkami sił docieram do firmy, ciągnąc za sobą walizkę. Morderczym wzrokiem spoglądam na kumpla, który pyta, czy ładnie to się tak spóźniać?! Jak na pracownika na urlopie, dziewiąta to bardzo dobra godzina! Tak sądzę.

W trakcie spotkania staram się osiągnąć maksymalny poziom skupienia. Nie sprawia mi to nawet trudności. Jestem ostatnio strasznie zafiksowana na pracy. Absolutnie nie dociera do mnie fakt, że za kilka godzin będę prawie dwa tysiące kilometrów stąd.

W drodze na lotnisko czuję jedynie zmęczenie. Gigantyczna kolejka do odprawy nie robi na mnie żadnego wrażenia. Myślę wyłącznie o tym, że jak już znajdę się w samolocie, to przynajmniej trochę odpocznę…

Przy odprawie bagażowej zostawiam paszport… przynosi mi go pracownik lotniska… Jestem tak myślami od tego urlopu daleko, że kompletnie nie potrafię się na tym relaksie skupić… Mam nadzieję, że o niczym więcej nie zapomniałam.

Nie wiem, którędy leci się do Czarnogóry, gdyż cały lot przesypiam… Robię chwilę przerwy, żeby przesiąść się do busa, po czym ponownie zapadam w głęboki sen.

Kiedy docieram do hotelu, jestem już właściwie całkiem zregenerowana… i gotowa… do dalszej pracy.

Tymczasem służbowy telefon milczy. Jeszcze zerkam w jego stronę nerwowo… ale już widzę to, co roztacza się wokół mnie.

Są i góry, i morze jednocześnie… Jest ciepła gwiaździsta noc… I nic kompletnie nie mam do zrobienia.

O rany! I co teraz…?!

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *