O tym, że droga do zrozumienia prostych rzeczy bywa u mnie bardzo długa…

Znowu będzie o damsko – męskich relacjach…

Nie, nie planuję przebranżowić się na poradnictwo w zakresie związków… na moich błędach można się jednak naprawdę sporo nauczyć!

Odkąd nie jestem w związku, staram się tworzyć sobie jak najwięcej okazji do tego, żeby poznawać nowe osoby. Portale randkowe nie są dla mnie wstydliwym tematem a samotne wyjście do kina nie stanowi żadnego problemu… Rozglądam się też wokół siebie, kiedy jestem w sklepie albo w bibliotece… Nigdy nie wiadomo, kiedy miłość życia stanie nam na drodze… za nic nie chcę jej przegapić.

Mogłabym oczywiście czekać na nią w domu… ukryć się w wieży i wypatrywać aż mój książę się pod nią zjawi. Nie jestem tylko pewna, czy wiedziałby pod którą wieżą ma czekać…

Im więcej poznaję nowych osób, tym więcej dowiaduję się o sobie… To prawda, że widzimy w innych to, czego nie chcemy dostrzec w sobie. A najbardziej przeszkadza nam w nich to, z czym my sami nie potrafimy sobie poradzić.

Spotkałam się ostatnio z przesympatycznym mężczyzną, bardzo miło spędzając weekendowe popołudnie… On też nie najgorzej chyba spędził czas, gdyż bardzo chciał umówić się ponownie.

Pokazał mi przy tym, że jest prawdziwym dżentelmenem, elegancko traktuje kobiety i potrafi zabiegać o czyjeś względy…

Pomiędzy pierwszym a drugim spotkaniem dostałam mnóstwo przemiłych smsów… z całą gamą ‘całuśnych’ i ‘przytulaśnych’ emotikonów.

Powinnam być zachwycona… tymczasem się najeżyłam. Poczułam się mocno przytłoczona tym nadmiarem sympatii.

Zrozumiałam coś, czego uparcie nie chciałam zrozumieć do tej pory…

Że kiedy opowiadam facetowi na pierwszej randce o tym, że chcę założyć rodzinę, to on też czuje się przytłoczony… Nawet jeśli zapewniam go solennie, że oczywiście na razie nie z nim, ale w ogóle… On i tak czuje się wtedy jak w pułapce.

Kiedy po tygodniu znajomości zapraszam go do domu i przygotowuję romantyczną kolację, to on zamiast zachwycać się moimi kulinarnymi umiejętnościami, ma ochotę wziąć nogi za pas… żebym nie wyciągnęła nagle z czeluści szafy ślubnej sukni.

Mnie się wtedy wydaje, że jest po prostu ‘normalnie’ i miło… W moich pijanych czasach byłam pierwsza do wychodzenia ‘na miasto’… Randki w domu były dla mnie okropnie nudne.

Dziś nie boję się codzienności, tęsknię za rutyną i zwyczajnym domowym przebywaniem razem…

Ale ktoś, kto dopiero zaczyna mnie poznawać, nie zna mojej historii. I on się tej codzienności jak najbardziej ma prawo wystraszyć.

Nie mogłam tego pojąć, dopóki sama nie znalazłam się w kleszczach… Sposób działania był inny, lecz schemat dokładnie ten sam…

Lepiej zrozumieć coś późno, niż wcale!

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *