O tym, jak jedna piosenka całkowicie odmieniła moje myślenie…

Siedziałam właśnie w pociągu, w drodze na sylwestrową eskapadę.
Miałam spędzić ten wieczór z M., który zaledwie kilka dni wcześniej
mnie zostawił…

Sylwester z ‘eks chłopakiem’… Nie przypuszczałam, że dam się kiedykolwiek wmanewrować w podobną sytuację. Sądziłam, że takie ekstremalne przygody zarezerwowane są dla bohaterek amerykańskich komedii romantycznych. Ja jestem przecież rozsądna…

Tym bardziej, że to ja zostałam porzucona… I jeszcze usłyszałam, żebym nie robiła dramatu, że rozstanie to przecież nic takiego… No zależy dla kogo… Przynajmniej miałam już całkowitą jasność, ile dla M. tak naprawdę znaczyłam.

Umówiliśmy się na ten wyjątkowy wieczór z naszym przyjacielem… Stolik w restauracji czekał zarezerwowany, pokoje przygotowane… Tak, na szczęście oddzielne. Dobrze, że istnieją w moim życiu ludzie, którym prostych rzeczy tłumaczyć nie trzeba i że gospodarz naszego wieczoru taktownie nie skazał nas na wspólne spanie… Pomyślał o wszystkim, a ja bardzo nie chciałam go zawieść moją nieobecnością.

Zatem tak siedzę w naszym rodzimym Intercity, wyglądam przez okno i myślę o tym, co się ostatnio u mnie wydarzyło… Uświadamiam sobie, że jestem dokładnie półtora miesiąca po alkoholowej terapii… I że na własne życzenie zafundowałam sobie uderzającą dawkę przeżyć, zupełnie w tamtym czasie niewskazanych… Związek dwójki „świeżaków”, bezpośrednio po terapii… To nie mogło się udać.

I w tym momencie Bartek, mój terapeuta, wysyła mi tę oto piosenkę:

I nagle do mnie dociera… Że bardzo lubię podróżować pociągami… patrzeć na zmieniające się za oknem krajobrazy… Że Kraków, do którego właśnie podążam, to piękne miasto… Że jadę spotkać się z osobami, które nie będą namawiały mnie do picia… bo wiedzą, że nie piję. A przecież Sylwester to sytuacja alkoholowo trudna… wyzwalacz. I że dlaczego właściwie mam się dobrze nie bawić?!

Wysyłam więc wspomnianą piosenkę do M., zapewniając, że taki właśnie piękny dzień będziemy dzisiaj mieć… Trochę go tym zbijam z tropu… No bo jak to tak nagle przestawiłam moje myślenie? Gdzie się ulotnił mój cały pesymizm, związany z tym wyjazdem?

Nie ulotnił się sam… Spojrzałam po prostu na całą tą absurdalną sytuację z innej perspektywy… I dostrzegłam to, co w niej pozytywne.

A to wszystko za sprawą bohaterów disneyowskiej kreskówki… Bartku, nie wiem, czy powinnam podziękować Tobie, czy Twojej Córci…

To był jeden z moich najlepszych sylwestrowych wieczorów w życiu. Kraków nocą jest magiczny!

Miałam też okazję przyjrzeć się mojej niespełnionej miłości lepiej… Idealny obraz M., jaki stworzyła moja wyobraźnia, znacznie odbiegał od rzeczywistości. A ja wreszcie czułam się swobodnie w jego towarzystwie. Nie musiałam stawać na głowie, żeby spełnić jego oczekiwania. I mogłam śmiało wyrazić to, co w jego zachowaniu mi się nie podoba.

Znowu mogłam być sobą…

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

4 myśli na temat “O tym, jak jedna piosenka całkowicie odmieniła moje myślenie…”

  1. Siedzialam w pociągu, 8 stycznia jechałam na spotkanie z M. (moim ex), mieliśmy się zejść, ale po raz drugi mnie oszukał… Wieczorem zrobilam trening, bieglam, łzy ciekły po policzkach, ale bieglam. Później otworzylam butelkę i otwieram do dziś…
    P.S. swietny blog, widac jest nas wiecej.

    1. Meliso!
      Bardzo Ciebie rozumiem… Ja z moimi emocjami radziłam sobie dokładnie w ten sam sposób: albo biegałam do utraty tchu, albo piłam. Picie pomagało mi zdecydowanie lepiej… tylko magiczne działanie alkoholu utrzymywało się bardzo krótko niestety… Bieganie natomiast wymagało wysiłku i nie zawsze przynosiło natychmiastowe rezultaty…
      Myślisz, że ja nie mam dylematów, czy otworzyć butelkę czy iść biegać? Mam, tak samo jak Ty… tylko teraz silniejszy jest strach… o to, czy kolejny raz się podniosę. Nie chcę już sprawdzać, dlatego idę wtedy pobiegać…
      Żaden M. (ani ten z moich opowieści, ani Twój) nie jest wart tego, żeby przez niego pić!

  2. ….z dużą uważnością czytam i z dużym dystansem podchodzę do Twojej drogi trzeźwienia, po prostu pamiętam gorący piec, do kóregeoooo sam zbliżałem się dość często, ale jak nie przeżyjemy tego sami i nie znajdziemy sposobu na to całe „zamieszanie” to z pewnością będzie gorącooooo.!.
    Piszesz, komu podziękować? ….na pewno podziękuj sobie, że szukasz odpowiedzi po co to robisz, że odnajdujesz się i dajesz sobie powody do radości 😉 😉 ….sobie Agniecha, sobie!!!
    Wiesz, jeżeli nie mogę za nikogo wytrzeźwieć, a wiesz że nie mogę….to w takim razie co mogę?
    Kilkaaaa rzeczy mogę 😉 😉 …a czy skorzystasz, a czy to działa?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *