O tym, jak jazda autobusem omal nie doprowadziła mnie do szału…

Takim oto środkiem transportu wracałam ostatnio z weekendowych wojaży. Swoją drogą weekend spędziłam miło i byłam w zdecydowanie dobrym nastroju.

Cieszyłam się, że dotrę do domu o w miarę „przyzwoitej” porze. Lubię bowiem w niedzielny wieczór mieć jeszcze trochę czasu na spokojne przygotowanie się do pracy.

I wtedy się zaczęło… Kilkadziesiąt kilometrów przed Warszawą utknęliśmy w gigantycznym korku… Bluzgałam na wszystkich, którzy ośmielili się wyruszyć w trasę o tej samej, co ja, porze.

Ciskałam przekleństwami z bliżej nieokreślonego właściwie powodu… Z przerażeniem zerkałam na zegarek, patrząc, jak ucieka mi czas… Inaczej to wszystko zaplanowałam. Spokojny wieczór w domowym zaciszu oddalał się ode mnie z każdą wystaną minutą.

Wyżyłam się w myślach na wszystkich, którzy byli z moją podróżą związani… Na kierowcy oczywiście w pierwszej kolejności… Na osobach, z którymi owy weekend spędziłam też… bo gdybym się z nimi nie umówiła, to nie musiałabym stać teraz w tym nieskończenie długim sznurze samochodów. No i wiadomo… już nigdy więcej się z nimi na pewno
nie umówię!

Zrugałam nawet sympatycznego pana, który miał miejsce obok mnie… Zagadywał do mnie i pocieszał trochę mnie, trochę też pewnie siebie… że ten korek za chwilę się skończy i będzie jechało się lepiej… O nie! Lepiej to już było! Teraz będzie tylko gorzej! – warknęłam mało uprzejmie.

Tylko, że ja na ten korek żadnego wpływu przecież nie miałam…

Złość tak naprawdę była tylko przykrywką dla zupełnie innych emocji – bezradności i bezsilności.

Nie cierpię sytuacji, których nie mogę zmienić.

Zamiast złorzeczyć i kląć na czym świat stoi, mogłam skupić moje myśli na jakiejś zupełnie innej czynności… poczytać książkę, posłuchać muzyki. Moje rzucanie mięsem z pewnością nie popchnęło autobusu ani o centymetr w przód.

No ale właśnie… to są te chwile, kiedy nie potrafię jeszcze nad moimi emocjami zapanować… Złość to uczucie, które jest mi najłatwiej w takich sytuacjach okazać… zamiast odpuścić i uznać fakt, że nie mam na coś wpływu.

Zanim pomyślę, już rzucam piorunami we wszystkich kierunkach… Potem zastanawiam się, co z tego mam… Poza rozkręconymi emocjami, zupełnie nic… I obiecuję sobie następnym razem zareagować inaczej… Kiedyś na pewno mi się to uda!

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Jedna myśl na temat “O tym, jak jazda autobusem omal nie doprowadziła mnie do szału…”

  1. 😀Jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo popełniać błędy coby potem wyciągać z nich wnioski!Tylko My z branży wiemy przez co trzeba brnąć i z czym walczyć!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *