O tolerancji…

Latem zakończyłam mój ostatni związek, bardzo niechętnie zasilając grono singli…

Choć wiem dobrze, że bycie samemu to nie kara. Że czas, kiedy nie jesteśmy w związku, możemy wspaniale wykorzystać… wyłącznie dla siebie!

Są przecież i tacy, którzy świadomie decydują się na życie w pojedynkę… ja jednak do takich osób z pewnością nie należę. Staram się doceniać obecny czas, jednak nie lubię być sama.

Korzystam czasem z internetowych randkowych aplikacji i portali… Myślicie, że miłości nie powinno się szukać? Że znajduje się sama? …też tak kiedyś myślałam.

Świat jednak nieustannie się zmienia. Internet jest dla mnie po prostu jednym z miejsc… może bardziej „narzędziem” do zawierania nowych znajomości. Oczywiście pod warunkiem w miarę szybkiego „przenoszenia” owych znajomości do rzeczywistego świata.

Nie… nie tworzę wirtualnej fikcji… Jeśli kogoś w ten sposób poznaję, to po prostu umawiam się na wspólną kawę… Uważam, że jedynie przebywanie z drugą osobą pozwala stwierdzić, czy mamy ochotę przebywać ze sobą dalej. Nie zamierzam przenosić mojego realnego życia do internetowego świata…

Poznani wirtualnie ludzie nieustannie mnie natomiast zadziwiają…

Ostatnio jeden pan, poznany przez randkową aplikację, próbował zrobić na mnie wrażenie swoją „tolerancyjnością”…

Rozwodził się nad tym, ze partnera należy akceptować… ze wszystkimi jego zaletami i wadami… i że on te wady jak najbardziej toleruje.

Że był na przykład w związku z kobietą, która chorowała na cukrzycę… a to przecież wprowadza wiele ograniczeń… ale on tę WADĘ! wspaniałomyślnie akceptował… no proszę… niczym miłosierny Samarytanin z biblijnej przypowieści…

O rany! Wiem, że w tym momencie powinnam po prostu taką rozmowę przerwać… Codziennie sobie powtarzam, że całego świata nie dam rady uświadomić… a tłumaczenie dorosłemu człowiekowi, że cukrzyca to choroba, a nie wada, jest po prostu bez sensu.

Ja jednak brnę dalej… że ja też mam taką jedną WADĘ… i że najlepiej będzie, jeśli od razu ze mnie zrezygnuje, bo moje uzależnienie od alkoholu może być jednak „wadą” nie do przeskoczenia…

W pierwszej chwili oczywiście pan mocno się dziwi… nie wierzy… czeka na jakąś puentę mojego dowcipu.

Po chwili chyba załapuje… bo mówi do mnie: „To przecież straszne… zrób coś z tym!”

Teraz ja nie rozumiem… że co mam niby zrobić? Z alkoholizmem można zrobić mniej więcej to, co z cukrzycą… po prostu z tym żyć, do końca życia przestrzegając określonych zasad.

Ale ja też załapuję… Facet myśli, że ja piję… że po prostu regularnie walę wódę. Taki jest jego stopień uświadomienia w zakresie alkoholizmu.

Chcę mu jeszcze wyjaśnić… zanim się NIE SPOTKAMY… bo jasne jest, że spotkać się z nim nie zamierzam… Że ja terapię mam już dawno za sobą… że prowadzę blog i od niedawna studiuję psychologię… że alkoholik może być trzeźwy!

Za późno… on mnie blokuje… nie mogę już nic więcej do niego napisać.

Dziękuję mu w myślach… obym jak najmniej podobnych ludzi spotykała na mojej drodze!

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Jedna myśl na temat “O tolerancji…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *