O szwedzkiej sztuce równowagi…

Zostałam niedawno postawiona w sytuacji spędzenia towarzyskiego wieczoru w gronie osób, z którymi miałam później współpracować. Niby nic dziwnego w tym nie ma… ale wiadomo, że takie spotkania często łączą się również z poruszaniem zawodowych kwestii i ‘załatwianiem’ sobie ‘tego i tamtego’…

No i zaczęły się dylematy moich kolegów z pracy… czy powinniśmy w takim spotkaniu uczestniczyć, jak się zachować w razie proponowania nam alkoholu i że jednak lepiej nie pić… a jeśli nie pić, to w sumie po co tam iść?

Pomyślałam sobie wtedy, że mam dziś ogromne szczęście… bo ja od dawna już takich dylematów nie mam.

Życie w trzeźwości rozwiązało u mnie mimowolnie kilka spraw. Nie zaprzątam sobie głowy myśleniem, że może ktoś chce poczęstować mnie alkoholem tylko po to, żeby łatwiej osiągnąć swój negocjacyjny cel… i że muszę mieć jakieś dobre wytłumaczenie mojej abstynencji, bo inaczej wyjdzie głupio.

Nie wymyślam już historii o chorobach, lekach, które rzekomo przyjmuję czy wyimaginowanej ciąży… Nie interesuje mnie, czy moim ‘niepiciem’ zburzę czyjś plan.

Odkąd nie piję, przestałam cierpieć na manię prześladowczą. Nie szukam drugiego dna i nie zastanawiam się, czy ktoś ma wobec mnie jakieś niecne zamiary… Nie lubię intryg i sama też ich nie tworzę.

Nie zastanawiam się, jak „rozwinie się” sytuacja i czy zrobię coś, czego zrobić nie powinnam… bo wszystko robię na trzeźwo.

Zabieram głos też na trzeźwo… i jeśli coś mówię, to zawsze biorę za moje słowa odpowiedzialność. Nie każdemu musi pasować moje zdanie, ale mam prawo je wyrazić, jeśli zechcę.

Uważam, że dobrze jest być ostrożnym, lecz nawet w poszukiwaniu teorii spiskowych warto zachować umiar…

Słowo ‘umiar’ towarzyszy mi zresztą ostatnio coraz częściej…

Jakiś czas temu zachwycałam się duńskim ‘hygge’… Tych z Was, którym pojęcie to jest obce, zapraszam do poczytania mojego tekstu o tym, jak według Duńczyków w całkiem nieskomplikowany sposób można stać się człowiekiem szczęśliwym: http://uzalezniona.eu/badz-hygge-czyli-po-prostu-badz-szczesliwy/.

Jakiś czas temu odkryłam również szwedzki  ‘lagom’ – skandynawski sposób na znalezienie ‘złotego środka’.

Za słowem ‘lagom’ kryje się umiejętność określenia, ile wystarczy nam do szczęścia i kiedy powiedzieć „dość”… ‘Lagom’ oznacza dokładnie tyle, ile potrzeba.

W myśl jego założeń ani nadmiar przedmiotów i wrażeń w życiu, ani ich deficyt nie mogą dać satysfakcji, zadowolenia i uczynić życia szczęśliwym.

‘Lagom’ to styl życia, w którym ważne jest zdrowie w duecie z równowagą. I ja o tę moją równowagę bardzo dbam.

Czasami jest to odbierane jako przejaw naiwności i ‘niezorientowania’, że świat wokół jest zły… A ja wcale nie jestem naiwna… Nie chcę jednak uważać na każdy mój ruch a już na pewno nie będę próbowała zadowolić innych.

Żyję według moich zasad… tak, żeby codziennie rano móc spojrzeć w lustro… A jeśli innym moje zasady nie pasują, to ja nie jestem za to odpowiedzialna.

Czasem warto odpuścić i do pewnych sytuacji się ‘dopasować’… ot tak, dla własnej wygody po prostu.

Są jednak i takie chwile, kiedy honor bierze górę nad rozsądkiem i dopasować mi się nie pozwala… mimo, iż takie zachowanie ani trochę mi się nie opłaca.

Słownik szwedzko-polski nie pozostawia wątpliwości: ‘lagom’ oznacza ‘umiarkowanie, wystarczająco, odpowiednio, w sam raz’… czyli dokładnie tyle, ile trzeba.

Może zatem nie wszystko w życiu musi się opłacać… Nie zawsze trzeba mieć zysk albo sięgać po więcej, a jedynie nauczyć się cieszyć tym, co jest! Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.