O pewnej bardzo ważnej w moim życiu relacji…

Nie poznałyśmy się w przedszkolu… nie bawiłyśmy razem na placu zabaw ani nie siedziałyśmy w szkole w jednej ławce.

Nie chodziłyśmy na te same studenckie imprezy, nie wspierałyśmy w chwilach pierwszych sercowych rozczarowań. Nie wkraczałyśmy razem w dorosłość.

Poznałyśmy się w już całkiem dorosłym życiu… ja i moja Przyjaciółka.

Ona – ‘matka dzieciom’, przykładna żona, perfekcyjnie dbająca o rodzinę i dom. Ja – wieczna singielka z przerwami na chwilowe, zwykle kończące się fiaskiem, znajomości.

Zachłannie słuchała moich opowieści o kolejnych nieudanych randkach. Czasem były to naprawdę zabawne historie… Ale mnie one już od dawna nie śmieszyły… Byłam zrezygnowana i gotowa spędzić resztę życia w samotności.

Ona spokojnie tłumaczyła mi, że tak nie będzie… Że na mnie też przyjdzie pora. Że Ona nie zamieniłaby swojego życia na żadne inne… ale że życie to wybory. Że skoro zdecydowała się założyć rodzinę w bardzo młodym wieku, to tym samym odebrała sobie możliwość przeżycia tego, co ja jeszcze przeżywać mogę …

Czyli pójścia na kolejną beznadziejną randkę… No super… Faktycznie, strata nie do odżałowania…

Nie rozumiałam, po co w ogóle się ze mną spotyka, rozmawia… po co szuka ze mną kontaktu…? Co może dać Jej relacja z kimś takim, jak ja… Kimś, kto właściwie nie ma żadnych poważnych życiowych doświadczeń.

Z kimś, na kogo może i można nawet liczyć, ale tylko pod jednym warunkiem… że jest akurat trzeźwy…

Tyle razy odwoływałam spotkania… Na początku kłamałam, wymyślając różne niestworzone przeciwności losu, zmuszające mnie do przełożenia tego, co razem zaplanowałyśmy… Nigdy nie podważyła żadnej mojej wymówki… Nie pokazała, że mi nie wierzy… Myślę, że bardzo starała się w te historie wierzyć.

Z czasem przestałam już nawet tych wymówek szukać… No przecież piję… Jestem uzależniona od alkoholu, to co mam robić… Normalne jest, że piję…

To Ona, wspólnie z moją Mamą, pozbawiła mnie ostatniego piwa…
Nie zważając na moje odgrażanie się, że nigdy więcej się do Niej nie odezwę…

Teraz już wiem… że na tym właśnie polega przyjaźń… Na całkowitej bezinteresowności w relacji z drugim człowiekiem… Na bezwarunkowej akceptacji tego, jaki ten ktoś jest.

Nie musimy mieć takich samych życiowych doświadczeń… Może to nawet lepiej, że nie mamy… Wtedy nie miałybyśmy czym się ze sobą nawzajem dzielić.

Nie musimy mieć zawsze takiego samego zdania… Nie dałybyśmy sobie wtedy szansy na spojrzenie na problem z innej perspektywy.

Nie musimy nawet zawsze siebie nawzajem rozumieć… Wystarczy, że uważnie słuchamy tego, co mówi druga… I nawet jeśli tego nie akceptujemy, to akceptujemy fakt, że każda ma prawo podejmować własne decyzje… Nie uchronimy siebie nawzajem od błędów. Każda swoje życie musi przecież przeżyć sama…

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *