O mojej wrażliwości…

Napisałam niedawno w mediach społecznościowych, że wraz z upływem czasu i w wyniku pracy nad emocjami moja wrażliwość trochę blaknie, ustępując miejsca ‘gruboskórności’… ale że ma to pozytywny wydźwięk.

Nie zgodziliście się ze mną, tłumacząc, że gruboskórność nie jest dobra, o żadnym pozytywnym wydźwięku nie może być zatem mowy… choć owszem, w dzisiejszych czasach jest konieczna. Stanowi swoistą tarczę obronną, jest wyrazem troski o siebie i dowodem wykształcenia instynktu samozachowawczego.

Owszem, niefortunnie użyłam tego słowa… wszak nawet Słownik języka polskiego PWN twierdzi, iż osoba gruboskórna jest pozbawiona taktu i wrażliwości, a ja się z takim opisem mnie absolutnie nie utożsamiam.

Po prostu mam poczucie, że na pewne rzeczy się uodparniam.

Na niektóre jednak wcale nie i mam na to nawet dowody…

Siedziałam dziś w barze mlecznym i spokojnie konsumowałam posiłek, wyglądając przez okno. Obserwowałam bezdomnego, który stał przed wejściem do jadłodajni, licząc, że załapie się na darmowy obiad.

Było w nim coś sympatycznego… wyglądał schludnie, nie był natarczywy i nie atakował każdego przechodnia. Sprawiał raczej wrażenie zrezygnowanego, jakby nie miał nadziei na to, że coś dziś zje…

Zwykle nie daję pieniędzy, bo wiem, że taki jednorazowy gest nie rozwiąże czyjegoś problemu… Nie należymy do państw Trzeciego Świata. Mamy odpowiednie instytucje, do których taki człowiek może się zgłosić, żeby otrzymać pomoc … pod warunkiem, że będzie przestrzegał określonych zasad.

Zdecydowanie bardziej jestem skłonna wspierać zwierzaki, bo one do noclegowni nie pójdą, nie zapukają też do drzwi schroniska, żeby poprosić o miskę karmy.

Często wspieram finansowo różne inicjatywy i zbiórki na rzecz bezdomnych psiaków i kocurów. Staram się wybierać znane mi fundacje. Nie sprawdzam jednak wiarygodność każdego ogłoszenia i nie mam pewności, czy któreś nie okaże się oszustwem.

Cierpienie zwierząt dotyka mnie jednak na tyle mocno, że nie zastanawiam się nad tym i płacę… Do dawania pieniędzy ludziom nie jestem już taka chętna.

Tym razem myślę ‘a niech tam!’

Akurat kończę jeść, wychodzę i zagaduję typa, pytając, czy chce pieniądze na obiad, czy na wódkę… Odpowiada honorowo, że mogę poczekać i zobaczyć, co kupi… Nie chcę, spieszę się na pociąg, wyjeżdżam na weekend. Poza tym chyba wcale nie jestem ciekawa.

To jego sprawa jak tę kasę wykorzysta…

Wiem, że taka jednorazowa akcja pomocowa nic nie da… pewnie jutro będzie stał znowu w tym samym miejscu. Ale z drugiej strony kto wie… może dziś, jutro albo któregoś kolejnego dnia zmieni w końcu swoje życie.

Może przyczynię się do tego ja… może ktoś inny, kto też mu da pieniądze… a może zmotywuje go do zmiany właśnie dopiero ktoś, kto mu ich nie da.

Warto robić dobre uczynki, drobne gesty czasem mają wielką moc! A jeśli nawet nie pomogłam, to na pewno wprawiłam w osłupienie ludzi wokół… Raczej nieczęsto się zdarza, żeby po ulicy za bezdomnym biegała dziewczyna z wielkim podróżnym plecakiem, wciskając mu do ręki kasę…

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.