O budowaniu trzeźwego życia…

Zadzwonił do mnie ostatnio kolega. Ze stażem w ‘niepiciu’ podobnym do mojego. Zapytał, jak sobie radzę. Bo on średnio. Jeszcze dobrze nie zaczęła się wiosna a już lato w pełni… Wspólnym wyjściem na potreningowe piwo kuszą koledzy na siłowni. Kuszą wspomniane wcześniej przeze mnie ogródki… Raz nawet prawie się ‘złamał’… I jak ja sobie z tymi wszystkimi wyzwalaczami daję radę? Czy też mam takie chwile, kiedy jestem blisko powrotu do dawnego życia?

Nie… ja trzymam się z daleka od wszelkich przepaści… na kruchy lód również nie wchodzę. Dlatego nie mam tego problemu. Chyba mi nie uwierzył… Właściwie mnie samej ciężko było w moje własne słowa uwierzyć… Zaprzeczanie? Wypieranie? Udawanie, że wszystko jest
w porządku? Chyba tak bym właśnie pomyślała na mojego kolegi miejscu.

Jednak ja nie kłamałam. Nie fałszuję rzeczywistości i nie udaję, że wszystko mam „doskonale, precyzyjnie opanowane”„Żółty szalik”
z pewnością będzie do mnie wracał jeszcze wiele razy.

Nie stałam się po terapii innym człowiekiem… Wciąż reaguję nadmiarowo na rzeczy, które mogłabym zdecydowanie spokojniej przyjąć. Są sytuacje, kiedy zupełnie nie potrafię poradzić sobie z moimi emocjami i po prostu nie wiem, co zrobić…

Są chwile, kiedy w pierwszym odruchu mam ochotę pobiec do mojego ulubionego dawniej całodobowego monopolowego sklepu…

Ale nauczyłam się do tej pory na pewno jednego: że żadne ‘emocjonalne rozsypanie’ nie trwa wiecznie… Że nawet, jeśli mam wrażenie, że grunt w zastraszającym tempie usuwa mi się spod nóg i że zaraz rozpadnie mi się świat… to właśnie… to jest TYLKO! wrażenie. Wrażenie, które za chwilę minie, a świat dalej będzie stał tu, gdzie stoi.

Dlatego nie biegnę do tego sklepu… Odczuwanie alkoholowego głodu nie jest dla mnie niczym strasznym… Przeciwnie, przypomina mi o mojej chorobie i wzmaga moją czujność.

Dlatego nie pakuję się na własne życzenie w sytuacje, w których mogłabym być ‘o włos’ od sięgnięcia po kieliszek…

Tak naprawdę od czasu powrotu z terapii są wokół mnie głównie ludzie, którzy albo sami nie piją, albo przynajmniej wiedzą o tym, że ja nie piję…
I to nie jest tak, że ja się takimi właśnie osobami próbuję otaczać… Nie dokonuję segregacji, nie wybieram tych, których chcę, nie eliminuję innych… Ten proces odbywa się samoistnie.

Ci, którym przeszkadza moje ‘niepicie’, wyeliminowali się z mojego życia sami. Choć nikt nie przerywał żadnych nici, nie było kłótni i dramatycznych zakończeń… Zniechęcali się stopniowo… po pierwszej, drugiej, trzeciej próbie napicia się ze mną. W końcu przestali to proponować… A ja nie zaprzątałam sobie głowy tym, co myślą.

Nie unikam ludzi… Chętnie chodzę do kina, do teatru… Na nocny maraton po warszawskich klubach nie dam się jednak namówić… po co kusić los.

Nie chodzi o to, żeby zabarykadować się w domu. Chodzi o to, żeby myśleć… Każda uzależniona osoba ma w pamięci sytuacje i miejsca, które jej się mniej lub bardziej z piciem kojarzą. Ja też takie mam…

Kiedy idę na wesele z partnerem, który świetnie tańczy, to wiem, że będę się fantastycznie bawić. I nie rezygnuję z tego, bo nie jestem męczennicą…

Ale kiedy koleżanka proponuje mi sobotni clubbing, to odmawiam… Bo wspomnienia z takich imprez kojarzą mi się głównie z alkoholem… To on zawsze podnosił atrakcyjność tych wieczorów i nadawał im ton… Czy bez niego mogłoby być równie miło? … A czy naprawdę muszę to sprawdzać…???

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Jedna myśl na temat “O budowaniu trzeźwego życia…”

  1. Bardzoooo dobrze mi się to czytało 🙂 ….jak ja lubię doczekać się takich chwil, zawsze powtarzam żeby dać czas czasowi i doczekać się 🙂 ….właśnie takich spostrzeżeń.
    Zawsze też będę powtarzał, że trzexwienie jest proste, tylko jak to zrobić żeby takie było….no właśnie jak? ….super tekst 🙂 🙂 🙂 dużo pracy za tobą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *