O bohaterach…

Kiedy w 2012 roku zaczynałam moją pierwszą terapię, bardzo się wstydziłam… Przemykałam w czapce niewidce ulicami warszawskiego Śródmieścia do słynnej w stolicy „PETRY”.

W drodze powrotnej ‘zahaczałam’ oczywiście o „Poznańską 38”, doskonale znany w aowskich kręgach klub.

Na terapii raczej się ze mną nie pieścili… Do tej pory trzymam kartkę z wynikami badań alkomatem przed każdą wizytą. Nie rozumiałam wtedy, dlaczego mi nie wierzą. Przecież przyszłam tam się leczyć, nie chciałam pić…

Teraz już to rozumiem…

Dostałam ogrom wsparcia i potężną dawkę motywacji do tego, żeby nie pić… w połączeniu z namacalnymi przykładami tego, że warto. Byłam niesamowicie zaskoczona, kiedy moja pierwsza w życiu terapeutka powiedziała mi, że ona też jest uzależniona… zupełnie nie wyglądała przecież na alkoholiczkę.

Potrzebowałam trochę czasu, żeby uwolnić się od stereotypowego myślenia… i zrozumieć, że alkoholik to też człowiek.

Często słyszałam, że jestem nadwrażliwa, reaguję nadmiarowo na wiele rzeczy… że w jakiś sposób jestem wyjątkowa… I to wynika właśnie z faktu, że jestem uzależniona.

Nikt nie traktował mnie jednak jak ‘nadczłowieka’…

Inaczej było we Wspólnocie AA… To tam pierwszy raz usłyszałam, że zostałam wybrana i że uzależnienie to dar… Nie zgodziłam się z tym wtedy i nie godzę się teraz.

Bardzo nie lubię skrajności i popadania w przesadę… Nie generalizuję również, że wszyscy aowcy mają takie poglądy… Po prostu to na mitingach AA właśnie z taką teorią się spotkałam.

Jestem daleka od gloryfikowania alkoholizmu. Ludzie chorują na różne rzeczy, niektórzy właśnie na alkoholizm… po co nadawać temu wyższy sens?

Kiedyś moja przyjaciółka powiedziała mi, że to moje ‘niepicie’ nie jest ani moją wadą, ani zaletą… jest po prostu moją cechą. I moim zdaniem trafiła w sedno.

Opowieść o tym, ile mi trzeźwienie dało, ilu wspaniałych ludzi po drodze poznałam i ile rzeczy zrobiłam, to temat na oddzielny tekst…

Jednak ja sobie tej choroby nie wybrałam…

Nie zamierzam też heroizować mojej postawy… Pracuję nad sobą, bo to jedyna droga do tego, żebym mogła żyć normalnie… może nawet szczęśliwie.

Skąd dziś te moje refleksje? Bo nie rozumiem, kiedy ktoś po raz enty trafia do ośrodka odwykowego i wszyscy dookoła biją mu brawo. A mój sceptycyzm odbierany jest jako złość czy zazdrość…

Zazdrosna to czasem jestem, kiedy koleżanka w pracy dostaje awans, a ja uważam, że mi należał się bardziej… Choć od dawna już pracuję nad tym, żeby tę zawiść w sobie wyplenić.

Nie spotkałam do tej pory alkoholika, który zazdrościłby innym alkoholikom… tego, że pracują nad sobą i chcą być trzeźwi.

Każdy alkoholik zna zapewne doskonale „Jak to działa” – czyli piąty rozdział „Wielkiej Księgi”, zwanej Biblią Anonimowych Alkoholików. I potrafi wyrecytować w środku nocy słynny cytat: „Pamiętajmy przy tym, że mamy do czynienia z alkoholem, wrogiem podstępnym, potężnym i przebiegłym.”

Ja trzy razy przerywałam terapię… piłam a potem wracałam… Wracałam, bo wiedziałam, że ośrodek leczenia uzależnień to najwłaściwsze dla mnie w tej sytuacji miejsce… Wracałam z wiarą i nadzieją na kolejny trzeźwy dzień… ale nie jako bohater.

Zwycięzca wraca z tarczą, nie na tarczy…

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *