Nie mów mi jak mam żyć!

Siedziałam w pracy w wyjątkowo spokojne piątkowe popołudnie, opowiadając koleżance o tym, że nie mogę doczekać się weekendu. Planowałam podróż do rodzinnej miejscowości mojego partnera.

Po pracy mam jeszcze wprawdzie zaplanowany trening i  dotrę do celu późno, bo dopiero ostatnim pociągiem, ale dobrze, że jeszcze dziś…

I wtedy pada pytanie, czy muszę na tę siłownię iść akurat teraz… bo przecież mogłam poćwiczyć wczoraj, żeby dzisiejszego dnia wyjechać wcześniej.

Zastanawiam się chwilę, czy podjąć dyskusję… szybko oceniam, że nie mam w tym starciu większych szans.

Mimo to ryzykuję i wyjaśniam… nie, wczoraj nie miałam czasu na wizytę w siłowni, gdyż byłam  akurat na zajęciach pole dance.

I wtedy słyszę… że dobrze jest takim jak ja, którzy mają czas na wygibasy na rurze… że ona musi zająć się dzieckiem i w ogóle ma całą masę innych spraw.

I że jeszcze wymyśliłam sobie jakąś gimnastykę z trenerem personalnym… poprzewracało mi się chyba w głowie. Tyle lat ćwiczyłam sama a teraz muszę w parze… jej by było szkoda kasy na takie zabawy.

Słucham i nie rozumiem… i choć próbuję zrozumieć, to i tak się nie zgadzam.

Mam na końcu języka pytanie, czy ktoś jej kazał zakładać rodzinę… wiem jednak, że taka słowna przepychanka do niczego dobrego nie doprowadzi… Unikam wartościowania czegoś, czego porównać się nie da… bycie niezależnym czy życie rodzinne… to tak, jakby porównywać, czy bardziej lubię kolor niebieski, czy zupę ogórkową… nie ma możliwości znalezienia wspólnego mianownika.

Wiem też, że w głębi duszy ta rodzina daje jej szczęście… a frustrację wywołuje fakt, że w jej życiu nie ma miejsca na tę beztroskę, na którą mogę pozwolić sobie ja.

Tyle, że ona nie zna mojej historii i nie wie, że moje życie jeszcze niedawno takie idylliczne nie było…

…I dalej nie jest. Czasem mam poczucie straty, że nie założyłam rodziny. Patrzę na całkiem już duże dzieci moich koleżanek i zastanawiam się, czy jeszcze zdążę zostać mamą.

Nie na wszystkie rzeczy w życiu mamy wpływ i nie wszystko jest wynikiem podjętej przez nas decyzji… zawsze jednak możemy zdecydować o tym, jak potraktujemy to, co od naszego życia dostajemy.

Możemy szukać w nim deficytów, rys i skaz… możemy też być wdzięczni za to, co mamy.

Ja w niczyje życie nie zaglądam… a sama owszem, żyję wygodnie. Bo mogę!

Lubię wyginać się na rurze a na siłowni ćwiczyć z trenerem… Podoba mi się, kiedy ktoś skupia całą uwagę na mnie… czasem mnie pochwali i zmotywuje a za chwilę dociśnie tak, że następnego dnia nie mogę wstać. I nawet jeśli jest to mój kaprys i komuś wydaje się to próżne, to mam do tej próżności prawo.

Nie wszyscy muszą to rozumieć…

Ja też nie rozumiem, jak można spędzić trzy godziny u fryzjera albo przemierzać alejki centrów handlowych od ich otwarcia do zamknięcia… Nie komentuję jednak zachowań innych, bo to zupełnie nie moja sprawa! Nie wiem dlaczego niektórzy mi zazdroszczą… ja naprawdę nie mam bardzo wielu rzeczy… doceniam jednak ogromnie to, co mam!

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

2 myśli na temat “Nie mów mi jak mam żyć!”

  1. Mimo, że jestem przedstawicielem innej płci, to w sposób naturalny utożsamiam się z kontekstem Twojego wpisu. Na pewno przekłada się na inne sfery życia. Dziękuję 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.