Moje jesienne nastroje…

Lubicie jesień? U mnie stoi ona w kolejce zaraz za wiosną…

Wiosna, wiadomo! Budzi nas do życia… Po zimowym ‘zahibernowaniu’ wreszcie zaczynam oddychać bez pary, wydobywającej się z ust… głęboko i radośnie. W mojej głowie rodzą się nowe pomysły, które natychmiast chciałabym zrealizować… Po prostu chce mi się żyć!

Jesienią jest inaczej… melancholijnie i nostalgicznie. Może nawet trochę depresyjnie… Deszczowe szare poranki nie zachęcają do wygrzebania się z łóżka. Coraz krótsze wieczory sprzyjają natomiast temu, żeby jak najszybciej do owego łóżka wrócić.

Jesień bardzo kojarzy mi się też z piciem… Paradoksalnie to wcale nie letnie kawiarniane ogródki i wakacyjne wyjazdy wywołują u mnie alkoholowe wspomnienia.

W jeden z takich jesiennych dni sześć lat temu wprowadzałam się do mieszkania, które wynajmuję do tej pory… W przeprowadzce pomagał mi mój tata, a ja z tym całym przewożenie rzeczy ogromnie się spieszyłam…

Patrzyłam na mój nowy, szeroki kuchenny parapet z widokiem na tętniące życiem miasto… Snułam, nierealne, jak się miało wkrótce okazać, wizje… że odtąd moje życie będzie wyglądać zupełnie inaczej…

I jak tylko samochód mojego taty zniknął mi z pola widzenia, co sił w nogach pobiegłam do najbliższego sklepu po alkoholowe zaopatrzenie, wstępując po drodze do polskiego chińskiego baru… picie ‘na pusty żołądek’ jest przecież niezdrowe…

Bardzo lubiłam powroty z pracy w jesienne ponure wieczory… Zamykałam się w domu
z odpowiednim zapasem trunków a świat moich fantazji ochoczo otwierał przede mną swoje wrota…

Nie potrzebowałam ludzi… doskonale czułam się ze sobą samą. Nikt nie liczył, ile wypijam, nie zwracał mi uwagi, że może już dość…

Dzisiaj siedzę na tym samym kuchennym parapecie z zieloną herbatą w ręku… Tabliczka czekolady, która właśnie przed chwilą pochłonęłam bez rozdrabniania się i dzielenia jej na ‘okienka’, wywołuje mdłości…

Tak tak… zdarzają mi się chwilę słabości. Zwykle potem źle się czuję i szybko wracam do zdrowych nawyków… Chiński bar, o którym wcześniej wspomniałam, od dawna omijam szerokim łukiem…

Nie unikam już ludzi… Nie reaguję agresją na każdy telefon z pytaniem, co u mnie… Może nawet zaraz sama zadzwonię do mamy… może do przyjaciółki… a może po prostu do kogoś, kogo dawno nie słyszałam…

I chyba żyję teraz tak, jak te sześć lat temu żyć właśnie chciałam…

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *