Miłość silniejsza niż śmierć…

Nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o wydarzeniach, rozgrywających się w ostatnich dniach na zboczach Nanga Parbat…

Polski himalaista Tomasz Mackiewicz wraz ze swoją francuską partnerką wspinaczkową podjęli nie pierwszą już próbę zdobycia szczytu zimową porą. Wyprawa okazała się dla Tomka jego ostatnią…

W mediach, szczególnie w Internecie na bieżąco pojawiały się informacje o sytuacji dwójki wspinaczy. O zorganizowanej dla nich akcji ratunkowej i niewielkich szansach na uratowanie Polaka.

Śledziłam te doniesienia i nie mogłam się nadziwić, że Internauci nawet w tak dramatycznej sytuacji nie powstrzymali się od hejtu…

Ja tych ludzi nawet w sporym – myślę – stopniu rozumiem… Nie uważam ich za życiowych frustratów, bardziej za pragmatyków, realnie i rozsądnie pochodzących do życia.

Nie mówię tu oczywiście o skrajnych, odbiegających od normy przypadkach i komentarzach, nie trzymających żadnego poziomu… lecz o zwykłych ludzkich dylematach i pytaniach.

Dlaczego człowiek sam kusi śmierć? …Dlaczego ryzykuje własne życie w myśl nie wiadomo właściwie czego… idei?… marzeń?… chęci udowodnienia czegoś …sobie? …innym?

Dlaczego jest przy tym egoistą i nie interesuje go zupełnie, co czują wtedy bliscy?

Bo tak naprawdę to nie jest dramat tylko dwóch osób… Oprócz himalaistów są jeszcze ich rodziny, które z przerażeniem śledziły medialne komunikaty i były całkowicie w tej sytuacji bezradne.

Natknęłam się gdzieś nawet na rozważania psychologów i psychoterapeutów o tym, jak można w ogóle budować związek i bliskość z kimś, kto może w każdej chwili zginąć…

Tylko, że tak naprawdę każdego z nas czeka śmierć… I choć jestem daleka od snucia rozważań na temat nieuchronności końca naszego życia i staram się cieszyć każdym dniem, to jednak jest to fakt.

I owszem… są sytuacje, w których ryzyko śmierci jest większe… ale Tomasz Mackiewicz szedł zdobyć ten szczyt, a nie pod nim umierać…

Nie trzeba tego rozumieć… ja też nie rozumiem. Nie potrzebuję aż takich doznań.

Choć też pragnę emocji… Kiedyś rozkręcałam je alkoholem i bardzo mi czasem tego „rozkręcenia” brakuje…

Uwielbiam przekraczać granice mojej wytrzymałości, bariery mojego organizmu i ciała… Sprawdzać, co mogę i czy mogę więcej… Potrafię się w sporcie zatracić tak, jak kiedyś traciłam świadomość, pijąc.

Tomek zatracał się w górach…

Ja uwielbiam długie wędrówki górskimi szlakami… boję się jednak dużych wysokości, nie czuję się komfortowo, stojąc nad przepaścią…

On się nie bał… Wykonał gigantyczną pracę, wychodząc z narkotykowego nałogu prosto na najwyższe szczyty świata…

Jak ogromną musiał mieć w sobie siłę i determinację człowiek, który po raz siódmy próbował dokonać tego, co ostatecznie osiągnął… dziś potwierdziły się informacje o tym, że zdobył szczyt!

A droga na Nanga Parbat na zawsze pozostanie Tomka życiową drogą… dobrą drogą…

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *