Kiedy koniecznie chcę coś sobie udowodnić…

Dokładnie siedem lat temu pierwszy raz wzięłam udział w zorganizowanym ulicznym biegu. Był to Bieg Niepodległości i dzień dokładnie ten sam, co dziś.

Zaczynałam wtedy dopiero moją przygodę z bieganiem i szykowałam się do mojego pierwszego startu niezwykle przykładnie.

Tego dnia nie zraziła mnie nawet wysoka gorączka, bolące gardło ani cieknący z nosa katar… Nie mogłam się poddać, bo to znaczyłoby, że jestem słaba. A ja przecież mam silny organizm i dam sobie radę!

Nie piłam wtedy jeszcze tak strasznie, jak później… I faktycznie, miałam mocne i przyzwyczajone do wysiłku ciało.

Wiedziała o tym doskonale moja mama, która zadzwoniła do mnie przed biegiem… Nie uwierzyła w moje zapewnienia, że leżę w łóżku. Wiedziała doskonale, że walczę z przeziębieniem w mocno niebanalny sposób… i że właśnie przypinam do bluzy mój startowy numer. Podczas choroby dobrze wprawdzie jest się “wypocić”… tyle że zdecydowanie w domu
pod grubą kołdrą!

Poszło mi świetnie… “złamałam” wtedy godzinę. Kto biega, ten zrozumie moją radość. Tym, którzy z bieganiem mają niewiele wspólnego, spieszę wytłumaczyć, iż przebiegnięcie dziesięciu kilometrów w czasie krótszym niż godzina to dla początkującego biegacza całkiem niezły wynik.

To nic, że następne dwa tygodnie przeleżałam w łóżku z zapaleniem płuc… najważniejsze było to, że dałam radę!

Dziś nie potrzebuję sobie niczego udowadniać… Nadal uwielbiam sport. Czasem lubię też siebie w nim sprawdzać… dochodzić do wytrzymałościowych granic, czasem te granice przekraczać.

Ale nigdy nie robię tego kosztem mojego organizmu!

Kiedy piłam, ciągle próbowałam coś sobie udowodnić… że pomimo picia, jestem silna, mocna… że jestem naprawdę dobra!

Potrafię przecież przebiec maraton, a “dychę” to nawet na kacu zrobię…

Pobiegłam na kacu kiedyś w sztafecie… Miałyśmy z koleżankami żeńską drużynę biegową i razem brałyśmy udział w zawodach… Poszłam rano na start prosto z imprezy, wciąż jeszcze pijana.

Pobiegłam… nawet nieźle. Ogrom wysiłku włożyłam w to, żeby moich dziewczyn nie zawieść. Może na trzeźwo pobiegłabym nawet gorzej. Wyrzuty sumienia i poczucie winy niesamowicie mnie wtedy napędzały.

I tylko ja wiem… choć pewnie też nie do końca… jakie spustoszenie takie ‘wyczyny’ siały w moim ciele.

Dziś ‘testy’ mojej wytrzymałości robię tylko wtedy, kiedy jestem wypoczęta, dobrze się odżywiam i ogólnie mam dobre samopoczucie i dużo energii… Kiedy jestem chora albo po prostu przemęczona, nie sprawdzam,
czy dam radę.

Dziś znowu jest Bieg Niepodległości… i znowu boli mnie gardło. Choć nie tak bardzo jak wtedy… mogłabym pobiec.

Ale zgadałam się kilka dni temu z jedną moją serdeczną koleżanką, że jeszcze nigdy żadna z nas nie była biegowym kibicem… Do tej pory to my biegałyśmy, a inni nas dopingowali.

Dziś będzie odwrotnie… warto przecież próbować nowych rzeczy!

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *