Jeszcze o wrażliwości…

Po napisaniu tekstu o wysoko wrażliwych osobach wpadło mi do głowy coś jeszcze… coś w moim przekonaniu bardzo istotnego.

Ludzie chętnie mówią o swojej wrażliwości… o tym, że nie jest im obojętny los bliźnich… o tym, że są uwrażliwieni na piękno i takie tam wyświechtane frazesy.

Tylko, że ja zupełnie nie o tej wrażliwości pisałam…

Wspominałam już kilkakrotnie o tym, że pomagam w schronisku dla zwierząt… Nie pisałam jednak, że czasem, kiedy o tym opowiadam, wzbudza to wielkie zdumienie.

Mam kilka znajomych, które też bardzo chciałyby pomagać, ale są na to zbyt wrażliwe… no bo schronisko jest takie przygnębiające i tak im szkoda tych piesków, że nie miałyby serca tam pojechać.

No szlag mnie jasny trafia, kiedy coś takiego słyszę… I jeszcze, że ja to jestem taka twarda i nic mnie nie rusza, to sobie z tymi emocjami doskonale radzę.

No no… bo ja zamiast serca mam wielki głaz!

Wiele razy, po powrocie ze spacerów z moimi schroniskowymi podopiecznymi, ryczałam jak bóbr… z tej bezsilności i świadomości, że świata nie zmienię.  Że życie jest z jednej strony takie cenne i piękne, a z drugiej tak czasem okrutne.

Nie zabiorę wszystkich bezdomnych zwierzaków do mojej kawalerki… tak jak robiłam to kiedyś z maskotkami. Poważnie – kiedy byłam mała, układałam wszystkie moje pluszaki równo na łóżku, żeby spały w godnych warunkach… czasem nawet dla mnie nie starczało miejsca.

Nie tak łatwo dałam się rodzicom przekonać, że zabawki czują się na swoich półkach doskonale…

W dorosłym życiu jest trudniej… wszystkie bezdomne zwierzaki nie zmieszczą się w moim łóżku. Pomagam im więc, jak mogę… niewiele. Ale jeśli takich osób jak ja znajdzie się dziesięć, sto, a może tysiąc, to ‚niewiele’ zamieni się w całkiem dużo.

Na tym właśnie polega wrażliwość… na empatii i chęci dania czegoś od siebie zupełnie bezinteresownie. Na wczuciu się w sytuację innej istoty – zwierzaka, dziecka, osoby starszej czy chorej.

Wrażliwość to nie siedzenie w domu i wycieranie łez w chusteczkę… to gotowość do niesienia pomocy kosztem swojego wewnętrznego komfortu. Przyjmując na siebie emocje, które temu towarzyszą.

Jeśli odgrodzimy się wysokim murem od okrucieństw świata, to ten świat nie stanie się dzięki temu bardziej sprawiedliwy… Jeśli otworzymy się na niego, to też nie spodziewajmy się cudów.

Całego świata nie przetransformujemy… możemy za to zrewolucjonizować czyjś świat!

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *