Jak to się stało, że zostałam studentką psychologii…?

Kiedy zdawałam maturę – a było do dokładnie piętnaście lat temu – psychologia była jednym z ‘topowych’ kierunków… Zastanawiałam się wtedy, co rynek pracy zrobi z tym tłumem prawników, psychologów i specjalistów od marketingu… bo przecież wszystkich ich nie wchłonie.

Miałam kilka pomysłów na moje przyszłe życie zawodowe… Ale chyba więcej w nich było marzeń niż realnego planowania mojej zawodowej drogi.

Trochę szukałam, zmieniałam kierunki studiów… aż w końcu zostałam politologiem… Przynajmniej z wykształcenia, gdyż polityką wcale się nie zajmuję.

O psychologii pierwszy raz pomyślałam w trakcie terapii… Czytałam wywiad z Ewą Woydyłło, w którym opowiadała o swoich pierwszych krokach w zawodzie psychologa…

Że to nie było „od zawsze” jej powołaniem…

Że dziewiętnastoletni człowiek, który zdaje egzamin dojrzałości, rzadko kiedy jest faktycznie pewny, co chce robić w życiu…

Że dwudziestoczteroletni psycholog, świeżo po studiach, rzadko kiedy jest gotowy, żeby pracować z osobami, które pomocy psychologicznej potrzebują…

Że do tego oprócz wiedzy, potrzeba też trochę życiowego doświadczenia…

I że ona sama studia psychologiczne zaczęła dopiero po przekroczeniu czterdziestki.

Oczywiście nie ma na to pewnie reguły… Nie chcę absolutnie obrazić czy urazić żadnego młodego człowieka, który czuje powołanie do tego zawodu… Jednak słowa pani Ewy utkwiły w mojej głowie dość mocno.

A potem się otrząsnęłam i wróciłam do rzeczywistości… Bo przecież mam już skończone studia… Bo mam pracę, nie podejmę równolegle drugiej… Bo takie studia to przecież spory intelektualny wysiłek… Bo zwyczajnie mi się nie chce…

Nieopatrznie podzieliłam się tymi refleksjami z moją przyjaciółką…

I tu się zaczęło… Że człowiek powinien się rozwijać… Że niepotrzebnie kalkuluję, czy te studia w przyszłości wykorzystam… Że świadectwa maturalnego też miałam już nigdy więcej nie wyciągać z szuflady… a tu nagle okazuje się ono przepustką do realizacji moich marzeń!

To prawda… Ogromnie chcę zacząć te studia… Traktuję je zupełnie inaczej niż te pierwsze… Jeden tytuł magistra już mam… i już nie „muszę” nic mieć… Nie czuję strachu, presji, że „muszę” te studia skończyć.

Chcę się uczyć dla siebie… Może kiedyś będę pomagać innym… ale na razie chcę pomóc sobie…

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *