Grudnia czar…

Tego roku myśl o świętach nie porusza mnie tak mocno jak w zeszłym… Nie czuję ekscytacji, polując na świąteczne prezenty. Myśl o spacerze Krakowskim Przedmieściem również nie wywołuje we mnie entuzjazmu…

Za oknem ciągle mokro i ponuro. Śnieg – zamiast prószyć – leje się z nieba w duecie z deszczem… w trybie natychmiastowym przeistaczając się w kałuże.

Gdybym chociaż w sercu miała maj, może by mi tej zimy tak bardzo nie brakowało… lecz tutaj też nie jest najlepiej.

Marzenia o zeszłorocznych świętach nie ziściły się w rzeczywistości… Życie dość wyraźnie i dobitnie pokazało mi, że to nie jest tak, że jak człowiek przestaje pić, to nagle wszystko się zmienia…

Jeżeli przez ileś lat grasz w rodzinie rolę czarnej owcy, to bliskim pewnie ciężko jest przestawić się nagle i zrozumieć, że jednak wcale nie jesteś owej rodziny zakałą.

I jeśli przez te wszystkie lata nie radzisz  sobie z uczuciami… dlatego przecież piłeś/piłaś (ja też dlatego właśnie piłam), prawda? …i nagle zaczynasz o tych uczuciach  mówić, a w dodatku ekspresyjnie je wyrażać, to znowu nie wiadomo, jak się przy Tobie zachować…

Bo przecież emocje trzeba umieć hamować… tylko… kto tak, do cholery, powiedział?!

No chyba, że tym uczuciem jest radość… to wtedy owszem… wyrażaj ją sobie do woli i w dowolnie silnym natężeniu… Ale smutek… żal… rozgoryczenie… znowu robisz się ‘niebezpieczny’… Ile można słuchać o Twoim psychicznym dołku?!

Są relacje, które nie zmienią się… bez względu na to, czy jesteś pijany, czy trzeźwy… Przeszłości nie cofniemy… Przyszłość natomiast nie tylko od nas zależy… w każdej relacji zmiany muszą wynikać z chęci obu stron…

I taki właśnie jest mój tegoroczny grudzień… Trochę przygnębiony i posępnie patrzący w przyszłość… z przewijającym się w głowie pytaniem: „Czy to wszystko, co robię, ma sens?”

Trochę rozczarowany i rozgoryczony…

Za to zdecydowanie bardziej wyciszony i spokojny niż ten sprzed roku… Z coraz większą zgodą na to, że nie na wszystko, co dzieje się w moim życiu, mam wpływ… I z niezachwianą pewnością, że to wszystko jest mi bardzo do czegoś potrzebne…

Do czego…?

No tego właśnie nadal nie wiem… Ale skoro wciąż się nad tym wszystkim zastanawiam, wciąż coś przeżywam, na zmianę płaczę i się śmieję, to jest dobrze!

Najstraszniejszym uczuciem dla mnie jest obojętność… a ta mi raczej nie grozi. Może tli się gdzieś we mnie nawet nadzieja…

A święta… w tym roku nie wróżę z fusów i nie przewiduję, w jakiej atmosferze je spędzę… Cokolwiek zaplanuję, to życie i tak mnie na pewno czymś zaskoczy!

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *