Dlaczego z budowaniem związku po terapii warto jednak trochę poczekać… czyli o tym, jak to się stało, że wreszcie zrozumiałam magiczną zasadę dwóch lat.

Pamiętacie, ile emocji siedziało we mnie, kiedy wracałam z alkoholowej terapii?

Przepełniona radością, że przerwałam ostry zjazd w dół po równi pochyłej mojego życia i nadzieją, że teraz nastanie cudowny dla mnie czas, odważnie wkraczałam w mój nowy trzeźwy świat.

Chciałam być szczęśliwa i pięknie żyć… a emocje wywoływało we mnie dosłownie wszystko!

Nie chciałam też tego życia spędzić sama… a terapeuci ostrzegali… że na budowanie relacji z drugim człowiekiem przyjdzie jeszcze pora a w pierwszej kolejności muszę ułożyć sprawy z samą sobą.

Nie chciałam wierzyć. Przecież właśnie zaczęłam nowy rozdział… mam białą, idealnie czystą kartę i będę zapisywać ją jak chcę!

Bezmyślnie wchodziłam w nowe znajomości… choć nie szukałam już związku tak totalnie rozpaczliwie. Nie czułam przymusu bycia z kimś za wszelką cenę… trzymania się kurczowo jakiejś toksycznej relacji tylko po to, żeby nie zostać sama.

Coraz dłużej przecież nie piłam…. moje poczucie własnej wartości powoli wracało na swoje miejsce i coraz mniej potrzebowałam przeglądać się w czyichś oczach, żeby tę wartość w sobie odnaleźć. Wciąż jednak chciałam, żeby coś się działo… kiedy zabrakło alkoholu, zabrakło również regulatora moich emocji.

Rozstania nie bolały już tak mocno… czasem komuś udało się mnie zranić, ale nie wszystko trafiało prosto w moje serce.

Potrafiłam już być sama i coraz lepiej znosiłam moje własne towarzystwo… może nawet pomału zaczynałam siebie lubić. Wciąż jednak szukałam czegoś, co rozkręci moje emocje… a kolejne burzliwe relacje mi to załatwiały.

A bardzo dbałam, żeby były to relacje wybuchowe…

Nie trzymałam się już nikogo kurczowo za rękę. Coraz bardziej wiedziałam czego chcę i świadomiej określałam moje oczekiwania.

Wciąż jednak bardzo ekspresyjnie wyrażałam siebie, kiedy coś mi nie pasowało… nadal lubiłam dramat. Miotałam się, klęłam, rozłączałam w trakcie telefonicznej rozmowy… albo przeciwnie, uparcie wydzwaniałam raz po raz, kiedy ktoś ewidentnie dawał mi do zrozumienia, że nie chce się ze mną kontaktować.

Aż w końcu się tym zmęczyłam… i zluzowałam. Odpuściłam sobie a innym dałam prawo do bycia sobą bez spełniania moich oczekiwań.

Skupiłam się na sobie jako całości, która do prawidłowego funkcjonowania nie potrzebuje żadnego dopełnienia… bo stanowi pełną i kompletną jednostkę.

I dopiero wtedy Go poznałam… całe szczęście, że tak późno… wcześniej nie mielibyśmy szans.

Wciąż na wiele rzeczy reaguję impulsywnie. Nie o wszystkim potrafię powiedzieć wprost albo zamiast delikatnie, to walę od razu z grubej rury…

Ale już nie  tłukę głową w ścianę, nie wyję z rozpaczy do księżyca i nie rzucam talerzami po mieszkaniu.

Zapewne czasem bywam nie do wytrzymania, ba, zdarza się, że i samą siebie zrozumieć jest mi ciężko.

Dobrze jest mieć kogoś, komu nie trzeba tego tłumaczyć… kto akceptuje te wszystkie anomalie, nawet jeśli ni w ząb ich nie rozumie.

Nie próbuję być idealna, to jest z góry skazane na porażkę – idealni ludzie przecież nie istnieją. Staram się za to być uczciwa i szczera. Autentyczność jest w cenie!

Warto jest ważyć słowa i najpierw myśleć, dopiero potem mówić… Tak często powtarzał mój tata, kiedy byłam nastolatką… Wtedy uważałam, że ‘stary’ tak pieprzy, bo lubi mnie dręczyć… dziś często cytuję jego słowa.

Bywa jednak i to wcale nie tak rzadko, że emocje są jeden krok przed rozsądkiem a słowa wyprzedzają myślowy proces.

To się zdarza… ważne jest, aby te emocje odpowiednio wcześnie zahamować, nie pozwalając im się rozkręcić… i wtedy można spokojnie wszystko sobie wyjaśnić. Większość nieporozumień wynika… z nieporozumień, jak mawiał jeden mój znajomy.

Umiejętność radzenia sobie z emocjami to trudna sztuka. Wymaga systematycznej pracy nad sobą i czasu… A związek to przecież ODPOWIEDZIALNOŚĆ… za siebie i za drugiego człowieka.

Dlatego warto dać sobie ten czas…

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.