Czy za szampańską zabawą koniecznie musi stać szampan…!?

Sylwester to jedna z tych dat, kiedy bardziej dotkliwie niż zazwyczaj odczuwam to, że jestem alkoholiczką… choć rzadko tak o sobie mówię.

Jestem przeciwna skrajnościom… nie próbuję za wszelką cenę ukryć mojego uzależnienia… ale też nie mam potrzeby tatuowania sobie tej informacji na czole. Po prostu nie piję… tyle!

Już widzę ten ‘hejt’… że włącza mi się „żal po stracie”… że wychodzi brak pracy na aowskich „Dwunastu Krokach”.

Myślę jednak, że jeszcze długo będzie zdarzało mi się zatęsknić za moim pijanym światem…

Skoro straciłam na niego tyle lat, to musiał mieć w sobie coś, co stwarzało iluzję jego wyjątkowości i nie dopuszczało do mnie myśli, że przepuszczam ten czas przez palce…

Czas, który mogłabym wykorzystać na prawdziwe życie zamiast tworzyć alternatywną rzeczywistość moich wyobrażeń.

… I tego złudzenia czasem mi brakuje.

Mam jednak na tyle dobrze rozwiniętą samoświadomość w tym obszarze, że nie drżę za każdym razem, kiedy pomyślę o alkoholu… Wiem, że bywa podstępny i staram się być uważna.

Co jakiś czas odkrywam nawet, że to, co dawniej kojarzyło mi się głównie z piciem, może być równie przyjemne bez niego.

Taka refleksja przyszła do mnie w sylwestrową noc…

Od czasu, kiedy przestałam pić, byłam na trzech weselach… na każdym trochę nieobecna, przygaszona. Jakbym obawiała się, że jak tylko zacznę się dobrze bawić, to alkohol zaatakuje mnie gdzieś znienacka.

Mój lęk zajadałam słodyczami, żeby tylko nie poczuć alkoholowego głodu… nerwowo zerkałam na zegarek i chciałam jak najszybciej uciekać.

W minionego Sylwestra było inaczej…

Pierwszy raz od dawna cieszyłam się w trakcie przygotowań do wieczoru. Nie szukałam drinka, który kiedyś był moim nieodłącznym towarzyszem przedimprezowych zabiegów… a przecież w dobry nastrój wprawia też ulubiona muzyka, aromatyczna kawa albo przyjemna kąpiel!

W trakcie wieczoru cieszyły mnie spotkania i rozmowy… nawet jeśli były to osoby, które dopiero co poznałam. Nie rozglądałam się spanikowana  w poszukiwaniu ciemnego kąta, w którym mogłabym schować się przed ludźmi.

Tańczyć też potrafię na trzeźwo… choć wcześniej dziwnie czułam się na parkiecie bez tego znajomego szumu w głowie. Tym razem czułam się dobrze.

I nie musiało być fantastycznie i magicznie, żeby po prostu było przyjemnie i miło.

Sinusoida uczuć jest niebezpieczna… im biegnie wyżej, tym bardziej może zaboleć, kiedy opada.

A ja tymczasem w tym samych radosnym nastroju, w którym kładłam się spać, beztrosko obudziłam się w Nowym Roku!

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

2 myśli na temat “Czy za szampańską zabawą koniecznie musi stać szampan…!?”

  1. Agnieszko , dziękuję za ten wpis . Ale … ‚czy za szampańską zabawą musi koniecznie stać szampan’ – aż uśmiechnąłem się , czytając . Teoretycznie – tak . W praktyce , w życiu , każdy mój wybór jest moim wyborem – z konsekwencjami , odpowiedzialnością . Mój wybór brzmi : nie . Wspominasz Wspólnocie AA . Czy już Ci zdążyłem powiedzieć , że z wielkim szacunkiem do Wspólnoty AA za ‚przygarnięcie’ mnie przed laty pozostaję ?
    Żyję tu i teraz .
    Po prostu – nie piję .
    A z ciekawością przyglądam się myślom , które pojawiają się … odchodzą …
    Pisz , postaram się częściej do Ciebie zagladać .
    Jest jakaś prawdziwa świeżość w tym , co o sobie tu piszesz .
    Uśmiech dla Ciebie -…
    Arnold .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.