Czy niezależność i związek wykluczają się?

Dzwoni do mnie, kiedy podążam po pracy na moje fantastyczne zajęcia pole dance… pyta, czy znajdę dla niego chwilę, bo jest właśnie w mojej okolicy.

Nie, nie mieszkamy razem z przyczyn czysto logistycznych. Pracujemy w różnych miastach i oboje zaakceptowaliśmi taki stan rzeczy jako tymczasowe rozwiązanie do czasu, kiedy znajdziemy lepsze… Zapewne uroczo i bardzo romantycznie byłoby zostawić nasze dotychczasowe życie, uciekając razem na koniec świata… jednak czasem warto doprowadzić do konfrontacji serca z rozumem.

Milknę, bo czuję, jak wali się mój plan… Bo przecież widzieliśmy się przez cały weekend i dopiero przedwczoraj się pożegnaliśmy… Bo jasne, że chciałabym się spotkać, ale na tę cholerną rurę też chcę iść!

Nie słucham zapewnień, że na mnie poczeka… że przecież to nie jest żaden problem… No bo jak będę mogła spokojnie ćwiczyć, wiedząc, że on gdzieś tam stoi… pod drzwiami… zerkając nerwowo na zegarek.

I wtedy sobie uświadamiam, że problem to mam chyba ja a nie mój facet… Bo dla niego sytuacja jest niezwykle prosta. To ja niesamowicie wszystko komplikuję… I to nie on będzie na ten zegarek nerwowo zerkał, lecz ja… wiedząc, że on czeka.

Wiem doskonale, co bym zrobiła kiedyś… Nie poszłabym po prostu na te zajęcia i z miną cierpiętnicy, spowodowaną poczuciem straty, stawiłabym się na spotkanie.

Żadne z nas z pewnością nie bawiłoby się dobrze… już ja bym się o to postarała!

I wiem, że absolutnie nie mogę dawnego schematu powtórzyć…

Wypuszczam powietrze, nie dając poczuciu winy dojść do głosu… zaczynam wierzyć, że czekanie na mnie to rzeczywiście czysta przyjemność… Jeśli ktoś mówi, że coś nie jest dla niego kłopotem, to najprawdopodobniej nim faktycznie nie jest.

Związek nie musi ograniczać… Nie ma powodu, by rezygnować z rzeczy, które robiłam jako singielka… Wciąż mam prawo decydować o moim wolnym czasie, choć naturalną rzeczą jest to, że wiele rzeczy chcemy robić wspólnie.

Nie znaczy to jednak, że w każdej chwili mam być gotowa, żeby wszystko rzucić i biec na spotkanie… choć raz na jakiś czas owszem, taka spontaniczność jest wskazana i na pewno miła dla partnera.

Jeśli obu stronom zależy na dobrej relacji, to zawsze można wypracować takie rozwiązanie, żeby obie strony były zadowolone.

Partner to nie kamień młyński u szyi, lecz osoba, której obecność napędza nas do działania… pod warunkiem, że jest to ten właściwy partner. Z tymi myślami biegnę na moją treningową salę z podwójnym zapasem energii i już nie mogę doczekać się wieczornej randki!

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

2 myśli na temat “Czy niezależność i związek wykluczają się?”

  1. Chyba ktoś się sam oszukuje. Niestety w tym opisie widoczny brak stałości, do którego dąży nasz gatunek. Życie chwilą. Urocze. Na chwilę.

    1. Hmm… przyznaję, że nie rozumiem… w tym tekście nie ma stałości, bo nie dotyczy on w ogóle tego tematu… I cóż jest złego w życiu chwilą? 🤔

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.