Czy myśli mogą mieć sprawczą moc…?!?

Miałam na wczoraj zaplanowany egzamin… taki, w którym musiałam wykazać się nie tylko wiedzą, ale też sprawnością fizyczną.

Przechodzę takie testy w pracy już od dobrych kilku lat i jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się ich oblać… Jednak za każdym razem tak samo mocno to przeżywam, stresuję się przeogromnie i nie mogę pozbyć się natrętnej myśli, że to może być akurat ten pierwszy raz, kiedy nie zdam.

Tak było też i tym razem… przez głowę przechodziły mi różne powody, przez które owy egzamin mógłby się nie odbyć.

Trochę się tych myśli bałam… bo wiadomo, podobno marzenia czasem się spełniają. A ja przecież nie chciałam, żeby stało się coś złego.

Myślałam raczej o tym, żeby los spłatał jakiegoś drobnego psikusa… na przykład żeby nastąpił nagły atak zimy, ulewny deszcz albo coś tam innego, co nie pozwoliłoby przeprowadzić tego egzaminu w terenie.

Dwa dni przed wyznaczonym terminem straciłam jednak nadzieję, bo na nagłe załamanie pogody nie było raczej szans… oswoiłam się nawet z myślą, że po prostu postaram się ten egzamin zdać.

I nagle ciach… szłam sobie spokojnie, kiedy poczułam jak robi mi się ciemno przed oczami a noga w mocno bolesny sposób mi się wykręca… totalny przypadek i niefart.

Pod powiekami  poczułam łzy… nie wiem, czy bardziej z bólu, czy z bezsilności, że na pojutrze to ja na pewno nie będę gotowa na żadne sportowe testy. W dodatku byłam tego dnia w pracy i bardzo chciałam dokończyć i wywiązać się z tego, czego wykonanie do mnie należało.

Zaklęłam w duchu na siebie i moje „czary”… to, o czym intensywnie myślałam przez ostatnie dni, stało się rzeczywistością, choć zupełnie nie w taki sposób, jakiego bym oczekiwała.

Miałam szczęście… skończyło się na paskudnym skręceniu kostki, ale kości zostały całe.

Na egzamin oczywiście nie poszłam… zdziwiłam się jednak, ile mam wokół siebie osób, które potrafią zupełnie bezinteresownie pomóc.

Po szybkiej interwencji moich kolegów z pracy, ratowników z karetki, którą akurat mieliśmy tego dnia w pobliżu i telefonie na najbliższy Szpitalny Oddział Ratunkowy, godzinę później siedziałam bezpiecznie w służbowym samochodzie… po wizycie szpitalu i dokładnym badaniu, z długim zwolnieniem lekarskim w ręku.

I nawet wściekałam się dziwnie krótko… Myślę, że im dłużej nie piję, tym bardziej rozumiem, że nie na wszystko mam wpływ… że każde zdarzenie w moim życiu jest lekcją. Że to nie sztuka być szczęśliwym, kiedy wszystko toczy się tak, jak sobie zaplanowaliśmy…

Prawdziwa siła człowieka objawia się wtedy, gdy życie przestawia sobie zwrotnicę i zaczyna toczyć się zupełnie innym torem, niż to sobie wymyśliliśmy… a my potrafimy zachować szczery uśmiech i radość. Bo przecież nikt nie powiedział, że droga, w którą właśnie skręciliśmy, będzie zła. Mnie tam żżera ciekawość, co czeka na mnie za najbliższym zakrętem!

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.