Czy moje trzeźwienie zawsze jest radosne…?

Poszłam kilka dni temu do fryzjerki… Nie byłoby w tym zdarzeniu nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ostatnio proste czynności wydają mi się strasznie trudne.

Taki mam czas… Budzę się rano i zastanawiam, czy wstać… Wstaję, bo poczucie obowiązku bierze górę. Aczkolwiek robię to niechętnie, odwlekając moment postawienia stóp na podłodze możliwie jak najdłużej.

Uprzedzam tych, którzy w tym momencie zdiagnozują u mnie depresję… Nie jestem lekarzem, ale moja zdobyta na ten temat wiedza mówi mi, że gdybym ową depresję miała, to bym z tego łóżka nie wstała… A ja jednak wstaję, mimo że bez przyjemności.

Zatem siedzę na tym fryzjerskim fotelu i nagle słyszę pytanie, czy ja układam włosy na szczotkę? Przez chwilę tego pytania nie rozumiem… Czuję się lekko zawstydzona, gdyż nie… właściwie to ja nawet takiej specjalnej szczotki do układania włosów nie posiadam.

Zresztą jak mam je w ogóle ułożyć, skoro wystarczającym wyzwaniem jest dla mnie to, żeby te włosy umyć i związać byle jak… To taka moja ulubiona stylizacja, która udaje, że to niedbalstwo jest zamierzone… przyznam, że nawet mi się udaje. Zatem po jakie licho ja mam te włosy jeszcze układać?!

Kiedy próbuję przyjrzeć się mojemu życiu z boku, to właściwie niczego w nim nie brakuje… Jestem zdrowa, mam gdzie mieszkać, mam się z czego utrzymać. Mam też wokół siebie osoby, na których wsparcie zawsze mogę liczyć.

Powszechnie jednak wiadomo, iż punkt widzenia zależy od punktu siedzenia… A ja znalazłam się aktualnie w takim właśnie punkcie, że widzę tylko to, czego nie mam…

Praca przestała dawać mi radość. Dostarcza mi za to coraz więcej negatywnych emocji… Moje życie prywatne również dalekie jest od doskonałości… Przechodziłam w życiu różne etapy i wciąż nie wiem, co gorsze… bycie samemu faktycznie czy bycie samotnym
w związku…

Gdybym była swoim czytelnikiem, pomyślałabym pewnie ‘Takiej to nie dogodzisz… Przestań rozpaczać kapryśna babo i zmień coś, zamiast czekać aż przyjdzie do ciebie samo.’ …Tyle, że ja jestem w tym innym właśnie ‘punkcie siedzenia’.

Życie nie zawsze jest czarne albo białe, a najlepsze rozwiązanie to nie zawsze to ostateczne i nieodwracalne…

Czasem trzeba zamknąć jedne drzwi, by móc otworzyć następne… Warto jednak odwrócić się i popatrzeć, czy na pewno zostawiliśmy po sobie porządek… czy zrobiliśmy wszystko, co chcieliśmy i mogliśmy zrobić.

I więcej już za siebie nie spoglądać… a to właśnie jest dla mnie najtrudniejsze. Nie potrafię odpędzić od siebie dręczących myśli o tym, czy na pewno robię dobrze? Czy nie będę swojej decyzji żałować? I co, jeśli będę chciała wrócić…? A odwrotu nie ma…

Boję się momentów, kiedy te wszystkie myśli błąkają się po mojej głowie… Kiedy próbuję podnieść się z łóżka, szukając choćby jednego powodu, żeby to zrobić.

Przypomina mi się wtedy mój dawny pijany świat… Kiedy nie mogłam wstać, bo czułam się źle. Fizycznie źle… Czekałam wtedy na moment, kiedy poczuję się na tyle dobrze, że będę mogła się podnieść.

Te wspomnienia wywołują u mnie lęk… Strach przed tamtym życiem, którego przecież już nie ma i nie chcę, żeby kiedykolwiek wróciło.

Wstanę więc i chociaż te włosy na szczotkę ułożę…

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

4 myśli na temat “Czy moje trzeźwienie zawsze jest radosne…?”

  1. pięknie Aguś dosłownie moje życie jeszcze nie tak dawno tyle że zakończyło się zapiciem czego Tobie nie życzę takie stany apatii to u mnie alkoholika częste zjawisko ale wiemy co robić wstać z tego łóżka spojrzeć w lustro zrobić przedziałek a w Twoim przypadku umodelować włoski odpieprzyć się od siebie i dziękować Bogu że mamy kolejny piękny trzeżwy dzień buziaki za ten artykuł

  2. Nie znam tego życia jako osoba uzależniona ale bardzo dobrze znam smak tago życia z mężem alkochololikiem przez 20 lat mimo mojej pomocy i różnym treapia nigdy nie wytrzymał wacal do nałogu zrujnowal nasze życie nAwet po rozwodzie nie przestał pić jestem głęboka podziwom ludza którzy walczą i wychodzę z nałogu wielkie uznanie Agnieszko nie daj się walcz że sobą ze wszystkim Ci Cię męczy nie poddawaj się dasz radę tyko musisz uwierzyć że warto żyć w częstości chociaż to bardzo trudne żyj pełnią życia pozdrawiam

  3. Trzymam za Ciebie kciuki Aga… To tylko gorszy czas. Życzę Ci z całego serca lepszych, bardziej radosnych dni. Życzę Ci ciepła w sercu i czystych myśli oraz wiary w to, że Twoja droga jest teraz lepsza, właściwa a przede wszystkim trzeźwa i prawdziwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *