O mojej wrażliwości…

Napisałam niedawno w mediach społecznościowych, że wraz z upływem czasu i w wyniku pracy nad emocjami moja wrażliwość trochę blaknie, ustępując miejsca ‘gruboskórności’… ale że ma to pozytywny wydźwięk.

Nie zgodziliście się ze mną, tłumacząc, że gruboskórność nie jest dobra, o żadnym pozytywnym wydźwięku nie może być zatem mowy… choć owszem, w dzisiejszych czasach jest konieczna. Stanowi swoistą tarczę obronną, jest wyrazem troski o siebie i dowodem wykształcenia instynktu samozachowawczego.

Owszem, niefortunnie użyłam tego słowa… wszak nawet Słownik języka polskiego PWN twierdzi, iż osoba gruboskórna jest pozbawiona taktu i wrażliwości, a ja się z takim opisem mnie absolutnie nie utożsamiam. Czytaj dalej O mojej wrażliwości…

Czy niezależność i związek wykluczają się?

Dzwoni do mnie, kiedy podążam po pracy na moje fantastyczne zajęcia pole dance… pyta, czy znajdę dla niego chwilę, bo jest właśnie w mojej okolicy.

Nie, nie mieszkamy razem z przyczyn czysto logistycznych. Pracujemy w różnych miastach i oboje zaakceptowaliśmi taki stan rzeczy jako tymczasowe rozwiązanie do czasu, kiedy znajdziemy lepsze… Zapewne uroczo i bardzo romantycznie byłoby zostawić nasze dotychczasowe życie, uciekając razem na koniec świata… jednak czasem warto doprowadzić do konfrontacji serca z rozumem.

Milknę, bo czuję, jak wali się mój plan… Czytaj dalej Czy niezależność i związek wykluczają się?

Nie mów mi jak mam żyć!

Siedziałam w pracy w wyjątkowo spokojne piątkowe popołudnie, opowiadając koleżance o tym, że nie mogę doczekać się weekendu. Planowałam podróż do rodzinnej miejscowości mojego partnera.

Po pracy mam jeszcze wprawdzie zaplanowany trening i  dotrę do celu późno, bo dopiero ostatnim pociągiem, ale dobrze, że jeszcze dziś…

I wtedy pada pytanie, czy muszę na tę siłownię iść akurat teraz… bo przecież mogłam poćwiczyć wczoraj, żeby dzisiejszego dnia wyjechać wcześniej.

Zastanawiam się chwilę, czy podjąć dyskusję… Czytaj dalej Nie mów mi jak mam żyć!

Dlaczego z budowaniem związku po terapii warto jednak trochę poczekać… czyli o tym, jak to się stało, że wreszcie zrozumiałam magiczną zasadę dwóch lat.

Pamiętacie, ile emocji siedziało we mnie, kiedy wracałam z alkoholowej terapii?

Przepełniona radością, że przerwałam ostry zjazd w dół po równi pochyłej mojego życia i nadzieją, że teraz nastanie cudowny dla mnie czas, odważnie wkraczałam w mój nowy trzeźwy świat.

Chciałam być szczęśliwa i pięknie żyć… a emocje wywoływało we mnie dosłownie wszystko!

Nie chciałam też tego życia spędzić sama… a terapeuci ostrzegali… że na budowanie relacji z drugim człowiekiem przyjdzie jeszcze pora a w pierwszej kolejności muszę ułożyć sprawy z samą sobą.

Nie chciałam wierzyć. Przecież właśnie zaczęłam nowy rozdział… Czytaj dalej Dlaczego z budowaniem związku po terapii warto jednak trochę poczekać… czyli o tym, jak to się stało, że wreszcie zrozumiałam magiczną zasadę dwóch lat.

O byciu dobrym człowiekiem i toksycznych relacjach…

Mam w pracy kolegę, który regularnie znęca się nade mną… Tak, dokładnie tego właśnie słowa chciałam użyć, choć on zapewne wcale by tak tego nie nazwał.

Wydaje mi się, że on nie zdaje sobie nawet do końca sprawy z tego, że naprawdę potrafi człowieka udręczyć… Lubi szukać dziury w całym, krytykować, podważać opinie innych… W sianiu zamętu i niezgody osiągnął poziom mistrzowski. Ciągle jątrzy i umiejętnie podszczuwa współpracowników, aby konfliktować ich między sobą.

Jak zapewne łatwo jest Wam się domyślić, często ofiarą tych tortur padam ja…

Wymieniony osobnik nie wie wprawdzie, że jestem alkoholiczką, ale załapał już pewnie dawno, że jestem trochę „inna” niż większość ludzi… Czytaj dalej O byciu dobrym człowiekiem i toksycznych relacjach…

Kierunek Święta!

Miałam kiedyś takie świątecznie puzzle… przedstawiały fragment miasteczka zasypanego śniegiem i udekorowanego ślicznymi bożonarodzeniowymi ozdobami. Uwielbiałam je układać w tym przedświątecznym okresie. Zwykle pomagał mi mój tata, bo mama oczywiście nie wystawiała nosa z kuchni, żeby przygotować te wszystkie świąteczne przysmaki.

Najbardziej zapamiętałam zaśnieżoną wieżę kościoła… była dla mnie zawsze dobrym punktem odniesienia do układania kolejnych kawałków obrazka.

Dziś z mojego okna spoglądam na wieżę kościoła na warszawskim pl. Zbawiciela, ale nie ma na niej ani jednego płatka śniegu…

Mimo to jednak czuję zbliżające się święta… Czytaj dalej Kierunek Święta!

Dziś są moje urodziny…

Dzień urodzin to często czas refleksji, podsumowań i analiz…

Nie wiem, czy Wy też, ale ja często tego dnia dokonywałam takiego mojego wewnętrznego bilansu. Rozmyślałam o tym, co osiągnęłam a czego nie udało mi się zrealizować… czego nie mam, a bardzo chciałabym mieć… i na co jest już za późno.

Tak, tak… nie skupiałam się na tym, co mam i co daje mi radość, lecz wyłącznie na tym, co mi tę radość odbiera. Po mistrzowsku szukałam w moim życiu braków, deficytów i generalnie ‘dziury w całym’. Czytaj dalej Dziś są moje urodziny…

Jeszcze o wrażliwości…

Po napisaniu tekstu o wysoko wrażliwych osobach wpadło mi do głowy coś jeszcze… coś w moim przekonaniu bardzo istotnego.

Ludzie chętnie mówią o swojej wrażliwości… o tym, że nie jest im obojętny los bliźnich… o tym, że są uwrażliwieni na piękno i takie tam wyświechtane frazesy.

Tylko, że ja zupełnie nie o tej wrażliwości pisałam… Czytaj dalej Jeszcze o wrażliwości…

Człowiek WWO – cóż to za dziwna postać!?

O osobach uzależnionych mówi się, że reagują na wszystko ‘nadmiarowo’… że są o wiele bardziej wrażliwe od innych ludzi, wszystkim się przejmują i bardzo łatwo je zranić.

To prawda… to też świetnie tłumaczy nasze picie… no bo jak żyć na tym świecie, będąc zupełnie do niego nieprzystosowanym…!?

Gruboskórnym na pewno żyje się łatwiej… przyjmują do wiadomości tylko to, co chcą. Cała reszta z głośnym hukiem odbija się od ich pancerza… Osoby z ponadprzeciętną wrażliwością chłoną to wszystko jak najlepszej jakości gąbka.

Czytałam gdzieś o badaniach, według których WWO – czyli wysoko wrażliwe osoby mogą stanowić nawet około 15-20 procent populacji.

Jedna piąta populacji to według mnie sporo… część z nas pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy, że należy do tej grupy. Czytaj dalej Człowiek WWO – cóż to za dziwna postać!?

Drabina…

Od drabiny się zaczęło… Ona tej drabiny potrzebowała, a ja akurat mam.

Nie widziałyśmy się prawie dwadzieścia lat… ostatni raz w liceum. Potem nasze drogi się rozeszły… Każda z nas poszła w swoją stronę i nie wiem nawet kiedy przestałyśmy mieć ze sobą kontakt… Przegapiłam ten moment, zajęta wkraczaniem w dorosłość.

Skąd wiedziałam zatem o tej drabinie…!? Czytaj dalej Drabina…