O bohaterach…

Kiedy w 2012 roku zaczynałam moją pierwszą terapię, bardzo się wstydziłam… Przemykałam w czapce niewidce ulicami warszawskiego Śródmieścia do słynnej w stolicy „PETRY”.

W drodze powrotnej ‘zahaczałam’ oczywiście o „Poznańską 38”, doskonale znany w aowskich kręgach klub.

Na terapii raczej się ze mną nie pieścili… Do tej pory trzymam kartkę z wynikami badań alkomatem przed każdą wizytą. Nie rozumiałam wtedy, dlaczego mi nie wierzą. Przecież przyszłam tam się leczyć, nie chciałam pić… Czytaj dalej O bohaterach…

Kiedy koniecznie chcę coś sobie udowodnić…

Dokładnie siedem lat temu pierwszy raz wzięłam udział w zorganizowanym ulicznym biegu. Był to Bieg Niepodległości i dzień dokładnie ten sam, co dziś.

Zaczynałam wtedy dopiero moją przygodę z bieganiem i szykowałam się do mojego pierwszego startu niezwykle przykładnie.

Tego dnia nie zraziła mnie nawet wysoka gorączka, bolące gardło ani cieknący z nosa katar… Nie mogłam się poddać, bo to znaczyłoby, że jestem słaba. A ja przecież mam silny organizm i dam sobie radę! Czytaj dalej Kiedy koniecznie chcę coś sobie udowodnić…

O alkoholizmie i wybitnych dzieł tworzeniu…

Sporo czasu spędzam ostatnio w bibliotekach… Jak widać poczucie obowiązku raz zasiane, zostaje na zawsze i z bycia pilną studentką się po prostu nie wyrasta… Mimo, że moja świeżo rozpoczęta psychologia to nie mój pierwszy kierunek studiów.

Bardzo lubię atmosferę czytelni… panującą w niej ciszę i skupienie. I ten brak jakichkolwiek bodźców zewnętrznych, które mogą od nauki oderwać… Czytaj dalej O alkoholizmie i wybitnych dzieł tworzeniu…

Instrukcja…

Próbowałam wczoraj użyć Bluetootha… Chciałam posłuchać muzyki z telefonu na mojej miniwieży. Jakość dźwięku, wiadomo, lepsza… no i mogę słuchać wtedy głośniej.

Nie będzie to tekst z zakresu elektroniki… Chodzi o to, że zwykle te urządzenia parują się automatycznie, czyli ‘widzą’ siebie nawzajem tak po prostu… A mój telefon wieży zobaczyć nie chciał.

Co więcej, dopiero co odebrałam go z serwisu po ostatniej naprawie… I już sobie w myślach układałam, jak ja ich w tym serwisie zbluzgam, jak im nawymyślam, kiedy tam znowu pójdę! Czytaj dalej Instrukcja…

Jak to jest z tym moim trzeźwieniem?

Podszedł dziś do mnie w pracy kolega… I bez żadnego, choćby najmniejszego ostrzeżenia zaczął się po prostu na mnie wydzierać.

Nie bardzo rozumiałam, dlaczego na mnie… choć owszem, winna jego złości mogłam być ja… nie byłam tego jednak pewna. Usilnie próbowałam wygrzebać z pamięci, co mogłam zrobić z dokumentem, którego on poszukiwał… lecz uparcie wychodziło mi, że nic.

Nie unikam odpowiedzialności i potrafię przyznać się do błędu. Tym bardziej, że pomyłka to przecież rzecz ludzka. Nie jestem jednak typem ‘ofiary’ i obrywać bez powodu nie zamierzam… Czytaj dalej Jak to jest z tym moim trzeźwieniem?

Moje jesienne nastroje…

Lubicie jesień? U mnie stoi ona w kolejce zaraz za wiosną…

Wiosna, wiadomo! Budzi nas do życia… Po zimowym ‘zahibernowaniu’ wreszcie zaczynam oddychać bez pary, wydobywającej się z ust… głęboko i radośnie. W mojej głowie rodzą się nowe pomysły, które natychmiast chciałabym zrealizować… Po prostu chce mi się żyć!

Jesienią jest inaczej… melancholijnie i nostalgicznie. Może nawet trochę depresyjnie… Czytaj dalej Moje jesienne nastroje…

Historia o gofrze…

Jeszcze rok temu nie przypuszczałabym, że w któreś wakacje będę siedzieć w nadmorskiej knajpie i przedpołudniową kawę zagryzać brzoskwinią i jogurtem naturalnym…

Niby całe życie starałam się być fit… Ćwiczyłam, liczyłam kalorie… Po to właśnie, żeby na wakacjach móc poluzować szelki… Alkohol i papierosy również nie były sprzymierzeńcami zdrowego dożywiania.

Kiedy przestałam pić, zaczęłam więcej palić… pielęgnując zasłyszane kiedyś słowa, że nie rzuca się dwóch nałogów na raz.

Jednak moja trzeźwiejąca głowa coraz więcej rozumiała… Czytaj dalej Historia o gofrze…

Kiedy kończy się świat…

Macie czasem takie uczucie, że ziemia usuwa Wam się spod nóg i zaraz
z całą pewnością runiecie w przepaść?

Mnie zdarza się odczuwać to bardzo realnie. Najczęściej w sytuacjach, kiedy ktoś mnie bardzo mocno zrani… wiecie… dotknie tak do żywego.

Tym bardziej, jeśli się tego kompletnie nie spodziewam… a tu nagle dostaję obuchem w łeb…

Momentalnie tracę wtedy oddech i czekam, aż rozpadnę się na kawałki… Czytaj dalej Kiedy kończy się świat…

Dlaczego przestałam pomagać…?

Był czas, kiedy aktywnie udzielałam się jako wolontariusz w schronisku dla zwierząt. Moja pomoc tam polegała głównie na wyprowadzaniu psów na spacery.

Nie mogę dać domu każdemu bezdomnemu zwierzakowi… Ale siedząc z założonymi rękami i myśląc o ich okrutnym losie, nie pomogłabym ani trochę. Postanowiłam zatem zadziałać aktywnie i choć trochę ulżyć sierściuchom w ich – dosłownie i niedosłownie – ‘psim’ losie.

Zwierzaki w cudowny sposób potrafią odwdzięczyć się za okazaną im dobroć… Radość w ich oczach po wspólnym spacerze jest bezcenna! Czytaj dalej Dlaczego przestałam pomagać…?