Alkohol, wróg podstępny…

Zrobiliśmy niedawno z moim partnerem grilla. Cieszyłam się na myśl poznania jego znajomych, tym bardziej, że większość wspólnego czasu spędzamy tylko we dwoje. Lubimy tak… dobrze nam jednak zrobi, jak się trochę zsocjalizujemy, żeby nie stać się całkowitymi dzikusami… tak sobie pomyślałam.

Nad alkoholem jakoś mocno się nie zastanowiłam… przecież tyle czasu już nie piję. Czytaj dalej Alkohol, wróg podstępny…

Dlaczego z budowaniem związku po terapii warto jednak trochę poczekać… czyli o tym, jak to się stało, że wreszcie zrozumiałam magiczną zasadę dwóch lat.

Pamiętacie, ile emocji siedziało we mnie, kiedy wracałam z alkoholowej terapii?

Przepełniona radością, że przerwałam ostry zjazd w dół po równi pochyłej mojego życia i nadzieją, że teraz nastanie cudowny dla mnie czas, odważnie wkraczałam w mój nowy trzeźwy świat.

Chciałam być szczęśliwa i pięknie żyć… a emocje wywoływało we mnie dosłownie wszystko!

Nie chciałam też tego życia spędzić sama… a terapeuci ostrzegali… że na budowanie relacji z drugim człowiekiem przyjdzie jeszcze pora a w pierwszej kolejności muszę ułożyć sprawy z samą sobą.

Nie chciałam wierzyć. Przecież właśnie zaczęłam nowy rozdział… Czytaj dalej Dlaczego z budowaniem związku po terapii warto jednak trochę poczekać… czyli o tym, jak to się stało, że wreszcie zrozumiałam magiczną zasadę dwóch lat.

O byciu dobrym człowiekiem i toksycznych relacjach…

Mam w pracy kolegę, który regularnie znęca się nade mną… Tak, dokładnie tego właśnie słowa chciałam użyć, choć on zapewne wcale by tak tego nie nazwał.

Wydaje mi się, że on nie zdaje sobie nawet do końca sprawy z tego, że naprawdę potrafi człowieka udręczyć… Lubi szukać dziury w całym, krytykować, podważać opinie innych… W sianiu zamętu i niezgody osiągnął poziom mistrzowski. Ciągle jątrzy i umiejętnie podszczuwa współpracowników, aby konfliktować ich między sobą.

Jak zapewne łatwo jest Wam się domyślić, często ofiarą tych tortur padam ja…

Wymieniony osobnik nie wie wprawdzie, że jestem alkoholiczką, ale załapał już pewnie dawno, że jestem trochę „inna” niż większość ludzi… Czytaj dalej O byciu dobrym człowiekiem i toksycznych relacjach…

O szwedzkiej sztuce równowagi…

Zostałam niedawno postawiona w sytuacji spędzenia towarzyskiego wieczoru w gronie osób, z którymi miałam później współpracować. Niby nic dziwnego w tym nie ma… ale wiadomo, że takie spotkania często łączą się również z poruszaniem zawodowych kwestii i ‘załatwianiem’ sobie ‘tego i tamtego’…

No i zaczęły się dylematy moich kolegów z pracy… czy powinniśmy w takim spotkaniu uczestniczyć, jak się zachować w razie proponowania nam alkoholu i że jednak lepiej nie pić… a jeśli nie pić, to w sumie po co tam iść?

Pomyślałam sobie wtedy, że mam dziś ogromne szczęście… bo ja od dawna już takich dylematów nie mam. Czytaj dalej O szwedzkiej sztuce równowagi…

Jak to właściwie jest z tą terapią?!

Przeczytałam ostatnio wywiad z dziennikarką Michaliną Taczanowską, alkoholiczką… Wpadł mi w oko na stronie mojego zaprzyjaźnionego terapeuty… No bo nie wiem jak też inaczej mogłabym owego terapeutę określić…?!

Przymiotnik „ulubiony” mógłby urazić innych terapeutów, którzy ze mną pracowali. Staram się też unikać takiego wartościowania…

Z perspektywy czasu wiem, że każdy terapeuta, na którego trafiłam w moim długim i pokręconym procesie leczenia, był ważny i coś wniósł. Każdy przybliżał mnie do bycia trzeźwą, a nie od trzeźwego życia oddalał, nawet jeśli nie zawsze podobało mi się to, co mówił albo czego ode mnie wymagał.

A z Bartkiem akurat mam – tak sądzę – dobry kontakt, choć nie udało się uchronić naszej relacji od różnych napięć i tarć… Jednak nie trzeba we wszystkim się zgadzać żeby się zwyczajnie lubić. Czytaj dalej Jak to właściwie jest z tą terapią?!

„Zabawa, zabawa”…

Oglądaliście nowy film Kingi Dębskiej o tym właśnie tytule? Ja przyznaję, że szłam do kina bez przekonania…

Wciąż mam bowiem w głowie moje doświadczenia związane z filmową adaptacją książki „Pod Mocnym Aniołem” Jerzego Pilcha. Za którą zresztą autor w 2001 roku został uhonorowany Nagrodą Literacką „Nike”.

Książka Pilcha to ponura opowieść o ludzkim upadku. Opowieść o piciu. Piciu przez duże P. O jego genezie, przebiegu i końcu. O tym jak nałóg trzyma nas w ryzach i nie pozwala się uwolnić.

„Pod Mocnym Aniołem” porusza tematy bardzo poważne i niezwykle przykre. Permanentne picie głównego bohatera prowadzi go  kolejnych kręgach pijackiego piekła… by ostatecznie doprowadzić go do alkoholizmu w skrajnej jego postaci. Czytaj dalej „Zabawa, zabawa”…

Czy za szampańską zabawą koniecznie musi stać szampan…!?

Sylwester to jedna z tych dat, kiedy bardziej dotkliwie niż zazwyczaj odczuwam to, że jestem alkoholiczką… choć rzadko tak o sobie mówię.

Jestem przeciwna skrajnościom… nie próbuję za wszelką cenę ukryć mojego uzależnienia… ale też nie mam potrzeby tatuowania sobie tej informacji na czole. Po prostu nie piję… tyle!

Już widzę ten ‘hejt’… że włącza mi się „żal po stracie”… że wychodzi brak pracy na aowskich „Dwunastu Krokach”.

Myślę jednak, że jeszcze długo będzie zdarzało mi się zatęsknić za moim pijanym światem… Czytaj dalej Czy za szampańską zabawą koniecznie musi stać szampan…!?

I znowu przyszła jesień…

Każdego roku jesień wpływa na mnie mocno nostalgicznie… nie mylcie tego jednak proszę z pojęciem ‘depresyjnie’… bo to zupełnie inny stan!

Często spaceruję do pracy przez warszawskie Łazienki Królewskie. Szczególnie przy tegorocznej sprzyjającej jesiennej aurze taki spacer jest dla mnie ogromną przyjemnością.

Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego akurat jesienią, pokonując moją codzienna trasę, najczęściej przypominam sobie o tym, jak przemierzałam ten sam codzienny szlak w czasach, kiedy piłam… Czytaj dalej I znowu przyszła jesień…

Jak mogłam to tak zaniedbać…!?

Zwrócił mi uwagę jeden z moich znajomych, że zaniedbałam ostatnio mój blog… Określił to wprawdzie bardziej przyjemnie stwierdzeniem, że jestem na tym moim blogu coś mało ostatnio aktywna…

Ale ja z tym moim alkoholowo – nadmiarowym reagowaniem, zinterpretowałam sobie oczywiście wszystko odpowiednio… jako zarzut,
a jakże! Czytaj dalej Jak mogłam to tak zaniedbać…!?

Czy fajne życie zawsze ma wyraźny smak…?

Siedziałam wczoraj w bardzo przyjemnej restauracji, zajadając makaron z warzywami. Chciałabym napisać, że zajadając ze smakiem, ale… no właśnie… ten smak był trochę nijaki.

Choć danie absolutnie nie było niesmaczne… Było bardzo dobrze przygotowane, elegancko podane, a kelnerowi, który je serwował, uśmiech nie schodził  z twarzy… W dodatku, o czym jestem przekonana, owy uśmiech nie był ani trochę fałszywy.

Mimo to jadłam jakoś bez przekonania… brakowało tej potrawie pikanterii. Czytaj dalej Czy fajne życie zawsze ma wyraźny smak…?