O byciu dobrym człowiekiem i toksycznych relacjach…

Mam w pracy kolegę, który regularnie znęca się nade mną… Tak, dokładnie tego właśnie słowa chciałam użyć, choć on zapewne wcale by tak tego nie nazwał.

Wydaje mi się, że on nie zdaje sobie nawet do końca sprawy z tego, że naprawdę potrafi człowieka udręczyć… Lubi szukać dziury w całym, krytykować, podważać opinie innych… W sianiu zamętu i niezgody osiągnął poziom mistrzowski. Ciągle jątrzy i umiejętnie podszczuwa współpracowników, aby konfliktować ich między sobą.

Jak zapewne łatwo jest Wam się domyślić, często ofiarą tych tortur padam ja…

Wymieniony osobnik nie wie wprawdzie, że jestem alkoholiczką, ale załapał już pewnie dawno, że jestem trochę „inna” niż większość ludzi… Czytaj dalej O byciu dobrym człowiekiem i toksycznych relacjach…

O szwedzkiej sztuce równowagi…

Zostałam niedawno postawiona w sytuacji spędzenia towarzyskiego wieczoru w gronie osób, z którymi miałam później współpracować. Niby nic dziwnego w tym nie ma… ale wiadomo, że takie spotkania często łączą się również z poruszaniem zawodowych kwestii i ‘załatwianiem’ sobie ‘tego i tamtego’…

No i zaczęły się dylematy moich kolegów z pracy… czy powinniśmy w takim spotkaniu uczestniczyć, jak się zachować w razie proponowania nam alkoholu i że jednak lepiej nie pić… a jeśli nie pić, to w sumie po co tam iść?

Pomyślałam sobie wtedy, że mam dziś ogromne szczęście… bo ja od dawna już takich dylematów nie mam. Czytaj dalej O szwedzkiej sztuce równowagi…

Jak to właściwie jest z tą terapią?!

Przeczytałam ostatnio wywiad z dziennikarką Michaliną Taczanowską, alkoholiczką… Wpadł mi w oko na stronie mojego zaprzyjaźnionego terapeuty… No bo nie wiem jak też inaczej mogłabym owego terapeutę określić…?!

Przymiotnik „ulubiony” mógłby urazić innych terapeutów, którzy ze mną pracowali. Staram się też unikać takiego wartościowania…

Z perspektywy czasu wiem, że każdy terapeuta, na którego trafiłam w moim długim i pokręconym procesie leczenia, był ważny i coś wniósł. Każdy przybliżał mnie do bycia trzeźwą, a nie od trzeźwego życia oddalał, nawet jeśli nie zawsze podobało mi się to, co mówił albo czego ode mnie wymagał.

A z Bartkiem akurat mam – tak sądzę – dobry kontakt, choć nie udało się uchronić naszej relacji od różnych napięć i tarć… Jednak nie trzeba we wszystkim się zgadzać żeby się zwyczajnie lubić. Czytaj dalej Jak to właściwie jest z tą terapią?!

„Zabawa, zabawa”…

Oglądaliście nowy film Kingi Dębskiej o tym właśnie tytule? Ja przyznaję, że szłam do kina bez przekonania…

Wciąż mam bowiem w głowie moje doświadczenia związane z filmową adaptacją książki „Pod Mocnym Aniołem” Jerzego Pilcha. Za którą zresztą autor w 2001 roku został uhonorowany Nagrodą Literacką „Nike”.

Książka Pilcha to ponura opowieść o ludzkim upadku. Opowieść o piciu. Piciu przez duże P. O jego genezie, przebiegu i końcu. O tym jak nałóg trzyma nas w ryzach i nie pozwala się uwolnić.

„Pod Mocnym Aniołem” porusza tematy bardzo poważne i niezwykle przykre. Permanentne picie głównego bohatera prowadzi go  kolejnych kręgach pijackiego piekła… by ostatecznie doprowadzić go do alkoholizmu w skrajnej jego postaci. Czytaj dalej „Zabawa, zabawa”…

Czy za szampańską zabawą koniecznie musi stać szampan…!?

Sylwester to jedna z tych dat, kiedy bardziej dotkliwie niż zazwyczaj odczuwam to, że jestem alkoholiczką… choć rzadko tak o sobie mówię.

Jestem przeciwna skrajnościom… nie próbuję za wszelką cenę ukryć mojego uzależnienia… ale też nie mam potrzeby tatuowania sobie tej informacji na czole. Po prostu nie piję… tyle!

Już widzę ten ‘hejt’… że włącza mi się „żal po stracie”… że wychodzi brak pracy na aowskich „Dwunastu Krokach”.

Myślę jednak, że jeszcze długo będzie zdarzało mi się zatęsknić za moim pijanym światem… Czytaj dalej Czy za szampańską zabawą koniecznie musi stać szampan…!?

Kierunek Święta!

Miałam kiedyś takie świątecznie puzzle… przedstawiały fragment miasteczka zasypanego śniegiem i udekorowanego ślicznymi bożonarodzeniowymi ozdobami. Uwielbiałam je układać w tym przedświątecznym okresie. Zwykle pomagał mi mój tata, bo mama oczywiście nie wystawiała nosa z kuchni, żeby przygotować te wszystkie świąteczne przysmaki.

Najbardziej zapamiętałam zaśnieżoną wieżę kościoła… była dla mnie zawsze dobrym punktem odniesienia do układania kolejnych kawałków obrazka.

Dziś z mojego okna spoglądam na wieżę kościoła na warszawskim pl. Zbawiciela, ale nie ma na niej ani jednego płatka śniegu…

Mimo to jednak czuję zbliżające się święta… Czytaj dalej Kierunek Święta!

Czy można polubić własną nieperfekcyjność…?

Zaczęłam niedawno trenować pole dance… tak, dokładnie właśnie taniec na rurze mam na myśli.

Nad tym, że jest to po prostu jeden z rodzajów treningu i nie ma erotycznego podtekstu, nie będę się rozwodzić… to temat na oddzielny artykuł, najlepiej na blogu o sportowej tematyce.

Dla mnie jest to niezły wycisk i świetna zabawa w jednym… Każde zajęcia kończę w wyśmienitym nastroju. Czytaj dalej Czy można polubić własną nieperfekcyjność…?

Dziś są moje urodziny…

Dzień urodzin to często czas refleksji, podsumowań i analiz…

Nie wiem, czy Wy też, ale ja często tego dnia dokonywałam takiego mojego wewnętrznego bilansu. Rozmyślałam o tym, co osiągnęłam a czego nie udało mi się zrealizować… czego nie mam, a bardzo chciałabym mieć… i na co jest już za późno.

Tak, tak… nie skupiałam się na tym, co mam i co daje mi radość, lecz wyłącznie na tym, co mi tę radość odbiera. Po mistrzowsku szukałam w moim życiu braków, deficytów i generalnie ‘dziury w całym’. Czytaj dalej Dziś są moje urodziny…

I znowu przyszła jesień…

Każdego roku jesień wpływa na mnie mocno nostalgicznie… nie mylcie tego jednak proszę z pojęciem ‘depresyjnie’… bo to zupełnie inny stan!

Często spaceruję do pracy przez warszawskie Łazienki Królewskie. Szczególnie przy tegorocznej sprzyjającej jesiennej aurze taki spacer jest dla mnie ogromną przyjemnością.

Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego akurat jesienią, pokonując moją codzienna trasę, najczęściej przypominam sobie o tym, jak przemierzałam ten sam codzienny szlak w czasach, kiedy piłam… Czytaj dalej I znowu przyszła jesień…

Jak mogłam to tak zaniedbać…!?

Zwrócił mi uwagę jeden z moich znajomych, że zaniedbałam ostatnio mój blog… Określił to wprawdzie bardziej przyjemnie stwierdzeniem, że jestem na tym moim blogu coś mało ostatnio aktywna…

Ale ja z tym moim alkoholowo – nadmiarowym reagowaniem, zinterpretowałam sobie oczywiście wszystko odpowiednio… jako zarzut,
a jakże! Czytaj dalej Jak mogłam to tak zaniedbać…!?