„Zabawa, zabawa”…

Oglądaliście nowy film Kingi Dębskiej o tym właśnie tytule? Ja przyznaję, że szłam do kina bez przekonania…

Wciąż mam bowiem w głowie moje doświadczenia związane z filmową adaptacją książki „Pod Mocnym Aniołem” Jerzego Pilcha. Za którą zresztą autor w 2001 roku został uhonorowany Nagrodą Literacką „Nike”.

Książka Pilcha to ponura opowieść o ludzkim upadku. Opowieść o piciu. Piciu przez duże P. O jego genezie, przebiegu i końcu. O tym jak nałóg trzyma nas w ryzach i nie pozwala się uwolnić.

„Pod Mocnym Aniołem” porusza tematy bardzo poważne i niezwykle przykre. Permanentne picie głównego bohatera prowadzi go  kolejnych kręgach pijackiego piekła… by ostatecznie doprowadzić go do alkoholizmu w skrajnej jego postaci.

Czytaj dalej „Zabawa, zabawa”…

Czy za szampańską zabawą koniecznie musi stać szampan…!?

Sylwester to jedna z tych dat, kiedy bardziej dotkliwie niż zazwyczaj odczuwam to, że jestem alkoholiczką… choć rzadko tak o sobie mówię.

Jestem przeciwna skrajnościom… nie próbuję za wszelką cenę ukryć mojego uzależnienia… ale też nie mam potrzeby tatuowania sobie tej informacji na czole. Po prostu nie piję… tyle!

Już widzę ten ‘hejt’… że włącza mi się „żal po stracie”… że wychodzi brak pracy na aowskich „Dwunastu Krokach”.

Myślę jednak, że jeszcze długo będzie zdarzało mi się zatęsknić za moim pijanym światem… Czytaj dalej Czy za szampańską zabawą koniecznie musi stać szampan…!?

Kierunek Święta!

Miałam kiedyś takie świątecznie puzzle… przedstawiały fragment miasteczka zasypanego śniegiem i udekorowanego ślicznymi bożonarodzeniowymi ozdobami. Uwielbiałam je układać w tym przedświątecznym okresie. Zwykle pomagał mi mój tata, bo mama oczywiście nie wystawiała nosa z kuchni, żeby przygotować te wszystkie świąteczne przysmaki.

Najbardziej zapamiętałam zaśnieżoną wieżę kościoła… była dla mnie zawsze dobrym punktem odniesienia do układania kolejnych kawałków obrazka.

Dziś z mojego okna spoglądam na wieżę kościoła na warszawskim pl. Zbawiciela, ale nie ma na niej ani jednego płatka śniegu…

Mimo to jednak czuję zbliżające się święta… Czytaj dalej Kierunek Święta!

Czy można polubić własną nieperfekcyjność…?

Zaczęłam niedawno trenować pole dance… tak, dokładnie właśnie taniec na rurze mam na myśli.

Nad tym, że jest to po prostu jeden z rodzajów treningu i nie ma erotycznego podtekstu, nie będę się rozwodzić… to temat na oddzielny artykuł, najlepiej na blogu o sportowej tematyce.

Dla mnie jest to niezły wycisk i świetna zabawa w jednym… Każde zajęcia kończę w wyśmienitym nastroju. Czytaj dalej Czy można polubić własną nieperfekcyjność…?

Dziś są moje urodziny…

Dzień urodzin to często czas refleksji, podsumowań i analiz…

Nie wiem, czy Wy też, ale ja często tego dnia dokonywałam takiego mojego wewnętrznego bilansu. Rozmyślałam o tym, co osiągnęłam a czego nie udało mi się zrealizować… czego nie mam, a bardzo chciałabym mieć… i na co jest już za późno.

Tak, tak… nie skupiałam się na tym, co mam i co daje mi radość, lecz wyłącznie na tym, co mi tę radość odbiera. Po mistrzowsku szukałam w moim życiu braków, deficytów i generalnie ‘dziury w całym’. Czytaj dalej Dziś są moje urodziny…

I znowu przyszła jesień…

Każdego roku jesień wpływa na mnie mocno nostalgicznie… nie mylcie tego jednak proszę z pojęciem ‘depresyjnie’… bo to zupełnie inny stan!

Często spaceruję do pracy przez warszawskie Łazienki Królewskie. Szczególnie przy tegorocznej sprzyjającej jesiennej aurze taki spacer jest dla mnie ogromną przyjemnością.

Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego akurat jesienią, pokonując moją codzienna trasę, najczęściej przypominam sobie o tym, jak przemierzałam ten sam codzienny szlak w czasach, kiedy piłam… Czytaj dalej I znowu przyszła jesień…

Jak mogłam to tak zaniedbać…!?

Zwrócił mi uwagę jeden z moich znajomych, że zaniedbałam ostatnio mój blog… Określił to wprawdzie bardziej przyjemnie stwierdzeniem, że jestem na tym moim blogu coś mało ostatnio aktywna…

Ale ja z tym moim alkoholowo – nadmiarowym reagowaniem, zinterpretowałam sobie oczywiście wszystko odpowiednio… jako zarzut,
a jakże! Czytaj dalej Jak mogłam to tak zaniedbać…!?

Czy fajne życie zawsze ma wyraźny smak…?

Siedziałam wczoraj w bardzo przyjemnej restauracji, zajadając makaron z warzywami. Chciałabym napisać, że zajadając ze smakiem, ale… no właśnie… ten smak był trochę nijaki.

Choć danie absolutnie nie było niesmaczne… Było bardzo dobrze przygotowane, elegancko podane, a kelnerowi, który je serwował, uśmiech nie schodził  z twarzy… W dodatku, o czym jestem przekonana, owy uśmiech nie był ani trochę fałszywy.

Mimo to jadłam jakoś bez przekonania… brakowało tej potrawie pikanterii. Czytaj dalej Czy fajne życie zawsze ma wyraźny smak…?

O umiejętności odpoczywania słów kilka…

Pamiętacie o tym, żeby regularnie wypoczywać?

Czytałam gdzieś w sieci o badaniach na temat optymalnego czasu trwania urlopu… Udowodniono, iż w ciągu kilku pierwszych dni odpoczynku wzrasta u nas  uczucie szczęścia… co jest jak najbardziej zrozumiałe i oczywiste.

Szczęście owo osiąga swoje apogeum ósmego dnia luzu… Po tym czasie – niezależnie od tego, czy wróciliśmy do pracy, czy wciąż korzystamy z uroków wakacji – sukcesywnie maleje… i to już takie oczywiste nie jest. Czytaj dalej O umiejętności odpoczywania słów kilka…

Tak mi się nie chce…

Są takie dni, kiedy nie chce mi się kompletnie nic… i to nie jest taki zwykły leń.

Zwykle zaczyna się w głowie… kiedy mam jakiś kłopot, dylemat, myślę o czymś intensywnie i nie daje mi to spokoju. Zazwyczaj nie jest to żaden dramat, ale coś, co uparcie nie chce opuścić mojej głowy.

Zwykle wtedy ta jedna, często drobna rzecz, powoduje uruchomienie lawiny. Przekładam to na wszystkie sfery mojego życia i zaczynam gwałtowne rozważania. Czy wszystko, co robię, ma sens… ot, taki mój „egzystencjalny kryzys”. Czytaj dalej Tak mi się nie chce…