Alkohol, wróg podstępny…

Zrobiliśmy niedawno z moim partnerem grilla. Cieszyłam się na myśl poznania jego znajomych, tym bardziej, że większość wspólnego czasu spędzamy tylko we dwoje. Lubimy tak… dobrze nam jednak zrobi, jak się trochę zsocjalizujemy, żeby nie stać się całkowitymi dzikusami… tak sobie pomyślałam.

Nad alkoholem jakoś mocno się nie zastanowiłam… przecież tyle czasu już nie piję.

Kiedy skończyłam terapię uzależnienia od alkoholu, bardzo dbałam o to, żeby nie pojawił się on gdzieś na wyciągnięcie mojej ręki a nawet w zasięgu wzroku. Największym wyzwalaczem było dla mnie oczywiście przebywanie wśród osób pijących albo, co gorsza,  kiedy ktoś mi picie proponował czy wręcz mnie do niego namawiał.

Jak ognia unikałam wtedy imprez, wesel, wiosennych wypadów na grilla a sylwestrową noc wyobrażałam sobie jedynie w łóżku.

Z czasem zaczęłam odzyskiwać spokój. Myślenie o tym, co zrobić, żeby się nie napić, przestało być moją obsesją a ja budowałam moje towarzyskie życie na nowo.

Choć nie od razu byłam dobrym do zabawy kompanem… Trochę przygaszona, nieobecna, czasem nerwowa… trzeźwa wydawałam się sobie strasznie sztywna i nudna.

Od tego czasu minęły ponad dwa lata. Dziś nie unikam ludzi i towarzyskich spotkań… Czuję się istotą społeczną, nie szukam jednak relacji na siłę. Lubię przebywać tylko ze sobą, planować czas według moich upodobań i nie musieć dostosowywać się do innych.

A najbardziej nie lubię mówić, kiedy nie mam nic konkretnego do powiedzenia… i na tym grillu właśnie nie miałam.

Niby wszyscy byli dla mnie mili i czułam się w ich towarzystwie dobrze, ale coś było nie tak… nie wiedziałam tylko co.

W czasie, kiedy inni świetnie się bawili, ja nerwowo zerkałam na zegarek. Starałam się być uprzejma, uśmiechałam się, ale tak naprawdę strasznie się nudziłam… Myślałam, że ten wieczór nigdy się nie skończy.

Przypomniały mi się czasy, kiedy piłam… i nie kontrolowałam tego, co mówię, co robię. I kiedy następnego dnia słuchałam, że znowu popsułam imprezę… bo nie dało się nade mną zapanować.

Nie chciałam, żeby tak było też dziś… dlatego niezłomnie siedziałam na swoim miejscu, choć tak naprawdę miałam ochotę uciekać. A wtedy pojawiało się to nieznośne poczucie winy… że znowu schrzanię innym zabawę… bo mi przecież zawsze coś nie pasuje.

Zapomniałam zupełnie, że dziś jest inaczej… że dziś nie piję i że z każdej sytuacji, w której czuję się źle, mam prawo wyjść.

Obudziłam się z gigantycznym bólem głowy… i ta myśl, której nie miałam już od bardzo dawna… czy na pewno wczoraj nie piłam?!

‘Suchy kac’ zdarzał mi się nie raz… ale to było kiedyś, na początku mojego leczenia… ale teraz? Skąd on się wziął…!?

No właśnie…

W programie zdrowienia przyjętym przez Wspólnotę Anonimowych Alkoholików dużo mówi się o tym, że alkohol to „wróg podstępny, potężny i przebiegły”.

Dziś bardzo zuchwale mi swoją podstępność pokazał… bo przecież cały wieczór wokół mnie był.

Moja czujność była uśpiona, bo przecież tyle czasu już nie piję… i na tym właśnie podstępność choroby alkoholowej polega… Jeśli przestajemy o naszą trzeźwość dbać, nawrót może nas zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie.

Ja się nie dałam… ponieważ wiem, co mi pomaga. Pozwoliłam sobie na chwilę porannego lenistwa, po czym przemogłam się i wstałam. Zjadłam dobre śniadanie, zrobiłam trening, potem poszliśmy na długi spacer. Mój świat wrócił do równowagi… przypomniałam sobie jednak, że dbać o siebie i uważać muszę każdego dnia…

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

6 myśli na temat “Alkohol, wróg podstępny…”

  1. Świetny blog! Dobrze czasem spojrzeć na swoją drogę przez pryzmat doświadczeń innej trzeźwiejącej osoby. Serdecznie pozdrawiam.

      1. Dopiero dziś się wyjawiłaś na Instagramie, więc przeczytałem raptem kilka wpisów. To co przeczytałem bardzo mi się podoba a może też jest potrzebne, bo ten mój chorobowy kontekst nieco się oddalił, a raczej został wyparty przez zwykłe życie, które dla mnie jest sednem trzeźwienia. Jednak i on nie powinien umykać. Dzięki tym wpisom może nie będzie.

        1. Mi też niektóre rzeczy związane z trzeźwieniem umykają w codzienności, dlatego piszę, żeby nie zapomnieć 😉 a Ciebie w takim razie zapraszam do bywania u mnie częściej 🙂

  2. Ja też ostatnio odczułam skutki przebywania dłużej wśród osób pijących. Byłam na weselu świadkową tak więc wyjście wcześniej z imprezy nie wchodziło w grę. Rano ból głowy, problemy żołądkowe jak za dawnych czasów kiedy piłam. Tak jak i Ty wiem że trzeba być uważnym na każdym kroku. Nieważne czy ma się tydzień czy trzy lata trzeźwienia. Trzeba dbać o siebie każdego dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.