Ach, wspomnienia!

Wybrałam się z moją serdeczną koleżanką do teatru muzycznego na „Tribute to Dirty Dancing – Music & Dance Show”.

Bardzo lubię teatr i staram się w miarę regularnie do niego chadzać. Zazwyczaj wychodzę zadowolona i ubawiona. Rzadko kiedy jednak jest to dla mnie przeżycie mistyczne… a nie piszę tutaj przecież teatralnych recenzji.

Dziś się zachwyciłam!

Muzyczno – taneczne show powstało, jak sama nazwa mówi w hołdzie, z okazji trzydziestej rocznicy premiery filmu „Dirty Dancing” w reżyserii Emile Ardolino.

Domyślałam się, że skoro będą śpiewać i tańczyć, to pewnie będzie fajnie… nie przyszło mi jednak do głowy, że aż tak cudnie!

Filmowy hit z Jennifer Grey i Patrickiem Swayze powstał w 1987 roku… Miałam wtedy cztery lata i nie pamiętam jak to było, że u nas w Polsce stał się przebojem dopiero gdzieś we wczesnym okresie mojej podstawówki.

Teraz po premierze w swoim kraju filmy momentalnie wchodzą do kin całego świata a niedługo później są już wyświetlane w telewizji. W latach osiemdziesiątych ten czas zapewne znacznie się wydłużał.

Ja nie obejrzałam „Dirty Dancing” razem z rówieśnikami… Moi rodzice bardzo rzadko pozwalali mi oglądać „dorosłe” filmy… Tym bardziej, że tytuł przetłumaczono niezbyt trafnie jako „Wirujący seks”… mogłam zatem zapomnieć…

Wkurzało mnie to wtedy strasznie… teraz uważam, że to była bardzo mądra zasada. Zaległości nadrobiłam w pierwszej klasie szkoły średniej w sylwestrowy, filmowo – taneczny wieczór…

Wzdychałyśmy z koleżankami do Patryka Swayze… Choć ja zdecydowanie bardziej wzdychałam do moich marzeń, żeby taką romantyczną miłość kiedyś przeżyć… niekoniecznie w ramionach przystojnego aktora. Od zawsze wolałam realnych ludzi i nie plakatowałam pokoju zdjęciami gwiazd.

„Hungry eyes” czy „She’s like the wind” mam na swojej ulubionej playliście do tej pory… Choreografię do „The time of my life” częściowo nawet kiedyś potrafiłam zatańczyć…
w trakcie mojej krótkiej przygody z tańcem w licealnych czasach.

Pamiętam też doskonale dwie magnetofonowe kasety z soundtrackiem do filmu… choć wtedy to nazywało się po prostu ścieżką dźwiękową…

Kasety nawet chyba nie ja dostałam, lecz moja mama… Maltretowałyśmy je jednak solidarnie i równo we dwie.

Dziś te wszystkie wspomnienia, scena po scenie, wracały…

Nie spodziewałam się zupełnie, że ten wieczór dostarczy mi tyle wspomnień, emocji i wzruszeń…

Agnieszka

Autor: Agnieszka

Jestem uzależniona od alkoholu. Piszę o tym, jak wygląda moje życie po terapii i dlaczego nie zamieniłabym go na tamto poprzednie, kiedy piłam...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *